Podjęliśmy współpracę z pochodzącą z Pietrzykowic k/Żywca blogerką Izą Handerek. Pomimo młodego wieku Iza zwiedziła kawał świata i pragnie podzielić się swoimi obserwacjami z mieszkańcami Podbeskidzia. Tym razem opowieść o Peru…

Po Chinach nadeszła pora na drugi koniec świata, a mianowicie Peru! Dlaczego? Nigdy wcześniej nie byłam na tym kontynencie, mieliśmy tutaj znajomych, zapewniony staż po studiach, więc dlaczego nie spróbować? Po paru miesiącach życia w Peru, dostaliśmy propozycję stworzenia tutaj biura podróży. Nie zastanawialiśmy się długo, stwierdziliśmy jak nie teraz, to kiedy? Minęły 2 lata i tak kursujemy pomiędzy Europą, Ameryką Południową i Chinami. Życie na walizkach stało się dla mnie codziennością. Czasami nawet nie chce mi się wypakować, bo wiem, że zaraz będę musiała wyjeżdżać.

Jak mi się żyje w Peru?

O wiele łatwiej niż w Chinach, ale troszeczkę trudniej niż w Europie. Peru jest krajem dość specyficznym. To nie jest zwykły kraj. Tutaj naprawdę czuć kulturę inkaską na każdym kroku. Tutaj, dosłownie mówiąc, żyje się na wysokości. Kiedy popatrzymy na mapę Peru, warto mieć świadomość tego, że od północy kraju, aż do południa, ludzie żyją tutaj ze sporym wspomaganiem herbatki z liśćmi koki. Czy to powyżej 2000 m n.p.m (Arequipa, Chachapoyas, Cajamarca, Machu Picchu) czy około 4000 m (Puno, Cusco, Titicaca, Chivay)… Peru nie jest krajem na lekkie zwiedzanie. Trzeba pomalutku przystosowywać się do zmian wysokości. Najczęściej czuje się to przy uprawianiu sportu. My, mieszkając w Arequipie (2300 m), czy to biegając, czy grając w tenisa, ze względu na wysokość, po parunastu minutach uprawiania jakiegokolwiek sportu jesteśmy już zmęczeni.

Jak wygląda moja peruwiańska codzienność?

Moja codzienność w Peru jest bardzo zmienna. Razem z Nicolasem (chłopak Izy – przyp. red.)  jesteśmy tutaj, i przewodnikami, i pilotami. Rozkład i rytm każdego dnia zależy od grup, które do nas przyjeżdżają. Sezon zazwyczaj trwa od maja do listopada, więc wtedy mamy najwięcej pracy i często się nie widujemy. Nico prowadzi trekkingi, a ja jeżdżę po Peru, Boliwii czy Chile z większymi grupami. Między wycieczkami mamy okazję na trochę lenistwa w Arequipie i nabrania sił na kolejne wyjazdy.

Mieszkamy u naszych peruwiańskich współpracowników, co jest dla nas bardzo komfortowe. Bo również u nich się posilamy. Na co dzień smakujemy kuchni peruwiańskiej, która coraz bardziej mi smakuje. Jest ona bardzo słynna na całym świecie. Niestety to co ludzie tutaj jedzą na co dzień, w 80% różni się od tego, co w tej kuchni jest tak wychwalane. Mianowicie, Peruwiańczycy uwielbiają fast foody – ryż, kurczaka smażonego oraz wszystkie napoje gazowane i kolorowe – zwłaszcza INCA COLĘ (no bo przecie pochodzi ona od inków!). Dodatkowo, Peruwiańczycy uwielbiają mega tłuste rzeczy, np. chicharron. To bardzo dobre danie, ale trzeba uważać z częstotliwością jedzenia tego przysmaku…

A propos, krótka historyjka w nawiązaniu do chicharron i tradycji w Peru. Chyba rok temu odwiedziła naszych wspólników rodzinka, która żeniła swojego syna. Przynieśli oni wędzone przez nich jagnię i do tego swojskie ziemniaki. Rodzice pana młodego byli przebrani w swoje tradycyjne stroje z Kanionu Colca (w Kanionie Colca, kobiety nadal chodzą w tradycyjnych strojach). Pan młody polewał piwo i zapraszał nas wszystkich na ślub. Było nas około 10 osób w pokoju, wszyscy piliśmy piwo z jednej szklanki, która przechodziła z rąk do rąk. Wszyscy podgryzali sobie to wędzone jagnię, przegryzając to jeszcze suszonym ziemniakiem i to wszystko popijali piwem. Gdy po raz kolejny przyszła pora na mnie, tzn. na wypicie łyku piwa z tej jednej, biednej szklanki, to pomyślałam, że nie dam rady. Otłuszczona szklanka, pachnąca wędzonym jagnięciem… No ale cóż, pić trzeba… W Peru pije się piwo z jednej szklanki dla wszystkich, więc tradycji dochować trzeba, mimo, że zapach, wydobywający się ze szklanki po 30 rundach, był już opłakany.

Bezpieczeństwo w Peru

W Peru niestety nie czuję się tak bezpiecznie jak w Chinach. W Chinach bez problemu wychodzisz sama do baru, a potem wracasz sama taksówką w nocy. To norma. Tutaj w Peru, raczej trzeba unikać nocnego podróżowania taksówkami, zwłaszcza jeśli jest się podróżującą w pojedynkę dziewczyną. Wszystko zależy od miast. W Limie, w mojej ocenie, jest najbardziej niebezpiecznie i to nawet w dzień. Trzeba brać sprawdzone taksówki w tym mieście, jeśli podróżuje się samemu z wartościowymi rzeczami. Co do innych miast, takich jak Arequipa, Cuzco czy Colca (najbardziej turystyczne), nie ma dużego niebezpieczeństwa. Bez problemu podróżuje się samej. Jednakże, zawsze trzeba być czujnym, a najbardziej w autobusach. Mojej koleżance ukradli w autobusie, w nocy…buty. Dobrze, że miała zapasowe 🙂

Czego nie lubię w Peru?

Niestety, Peruwiańczycy są bardzo często typowymi macho. Spacerując sama po mieście, zawsze słyszę gwizdy, klaksony samochodów czy jakieś wołanie. Drażni mnie to cholernie, mam ochotę powybijać zęby tym wszystkim mężczyznom. No ale cóż, na razie nie będę próbować…Zdarzają się bardzo mili taksówkarze, którzy zawsze nas pytają skąd jesteśmy, co tutaj robimy etc. Ludzie są bardzo wyluzowani i uśmiechnięci. Nie przejmują się błahostkami – co będzie to będzie, samo się naprawi.

Czego bardzo nie lubię tutaj w Peru, a zwłaszcza w Boliwii to wszechobecny burdel. Jest takie miasto w Peru, które nazywa się Juliaca. Jest to najbrudniejsze miasto w Peru, jakie widziałam. Stan tego miasta jest po prostu opłakany. Najgorsze jest to, że około 45 minut od tego miasta, mieści się przepiękny półwysep Llachon, razem z najwyżej położonym na świecie żeglownym jeziorem Titicaca. Niestety Juliaca ma ogromny problem ze śmieciami. Nie ma miejsca, gdzie można by te śmieci wyrzucać, dlatego mieszkańcy Juliaci wyrzucają je na ulice. Ale dosłownie NA ULICE. Rowy, rzeki, ulice stały się koszami tego miasta. Najśmieszniejsze jest to, że przy tych kupach śmieci zazwyczaj znajduje się tabliczka z napisem: NO BOTAR BASURA (NIE WYRZUCAJ ŚMIECI). Segregacja śmieci jest w tym kraju w ogóle nie znana, można tylko o niej pomarzyć. Ignorancja ludzka jest również jedną z przyczyn zaśmiecania Peru. W lutym płynęliśmy przez 5 dni Amazonką. 50 procent ludzi na statku wyrzucała wszystkie śmieci za burtę (butelki po coli, plastikowe talerze czy woreczki). Jak ci ludzie, którzy mieszkają na brzegach Amazonki, mogą sami sobie robić taką krzywdę?! Pełna ignorancja i zero edukacji. To samo było w Kolumbii, gdy rozłożyliśmy nasz namiot u jednej rodziny, która mieszkała na brzegu Morza Karaibskiego. Ojciec – najbardziej respektowany człowiek w tej rodzinie – wyrzuca szklane butelki do morza… A pięć minut potem, jego dzieci idą się kąpać do tej wody.

Tylko 30 minut od tych śmieci, znajduje się takie miejsce:

Co uwielbiam w Peru?

Przede wszystkim przepiękną kulturę inkaską, zachowanie tradycji w wioskach, niesamowite krajobrazy oraz niezwykłą różnorodność tego kraju. Więcej na temat Peru dowiecie się z mojego ostatniego artykułu, który jest napisany po angielsku (mimo tego, bardzo go polecam).

Oryginalny tekst, z dodatkowymi zdjęciami z Peru, autorstwa Izy, znajdziecie tutaj

Izabela Handerek – 25-letnia góralka, pochodząca z Pietrzykowic k/Żywca. Od 2 lat mieszka w Peru, gdzie prowadzi biuro podróży Alpinca. Swoje doświadczenie z podróżowaniem zaczęła we Francji, gdzie spędziła około dwóch lat studiując oraz odkrywając zachodnią Europę. Następnie przyszła pora na Chiny, gdzie Iza skończyła swoje studia oraz zakochała się w tym państwie. Po dwóch latach pobytu w Chinach nadszedł czas na Amerykę Południową. Więcej o przygodach Izy można przeczytać na jej blogu.

Komentarze