Podjęliśmy współpracę z pochodzącą z Pietrzykowic k/Żywca blogerką Izą Handerek. Pomimo młodego wieku Iza zwiedziła kawał świata i pragnie podzielić się swoimi obserwacjami z mieszkańcami Podbeskidzia. Na początku opowieść o Chinach…

Nie jest łatwo żyć w Chinach. Moje wszystkie wcześniejsze pobyty były zupełnie inne niż ten, który przeżyłam parę miesięcy temu. Wcześniej były studia, masa znajomych, wieczne podróżowanie, życie w wielkim chińskim mieście, wychodzenie ze znajomymi. Będąc w Szanghaju, Pekinie czy innym większym mieście nie brak Ci „europejskości”. Brakuje Ci zachodniego jedzenia? Idziesz do zachodniej knajpy. Chcesz się napić dobrej kawy? Nie ma problemu, idziesz do Starbucsa. Zakupy? Wszystkie sklepy do wyboru. Spotkanie z „europejskimi znajomymi”? Codziennie.

Jak wygląda moje życie w małym chińskim mieście? Totalne przeciwieństwo tego, co napisałam wcześniej. O zachodnim jedzeniu mogę jedynie pomarzyć. Kawa? Nie piję, więc nie narzekam. Zakupy? Nie potrzebuję. Znajomi z tego samego kręgu kulturowego? Tego mi brakuje najbardziej! Brakuje wyjścia do kina, do knajpy, do BARU!!!! Nie ma tutaj ani jednego baru! Nasze codzienne hobby to wieczorne wyjście na kolację z tymi samymi ludźmi (znajomymi dziewczyny, u której pracujemy). Bardzo częste wyjścia na karaoke, śpiewanie tych samych piosenek…i te zdjęcia!! ZDJĘCIA są naszym codziennym „hobby”. Na ulicy, w restauracji, w klasie, w taksówce…WSZĘDZIE! Przez miesiąc byłam tutaj sama, ponieważ Nico (chłopak Izy – przyp. red.) miał problemy ze swoją chińską wizą. Myślę, że przez ten miesiąc chyba najwięcej doświadczyłam.

Inne znaczy ciekawe

Wszystko co w kulturze europejskiej jest uznawane za niekulturalne, tutaj jest normą, codziennością. Wszyscy wiedzą, że w kulturze chińskiej się beka przy jedzeniu, siorbie, je z głową w misce od ryżu, gada z pełną buzią… To wszystko można  zobaczyć na własne oczy, będąc na wycieczce w Chinach. Ale, doświadczać tego codziennie, w stopniu czasami niemożliwym do zniesienia, to całkowicie inna sztuka. Po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja (ba! nawet sama zaczęłam bekać), ale nie jest to dla mnie czymś normalnym. Niestety, nie jestem w stanie przyzwyczaić się do jedzenia kurzych nóżek, ani wszelkiego innego robactwa. Jest to dla mnie obrzydliwe, jak widzę Chińczyków, pałaszujących swoje lokalne insekty, ale również rozumiem, że dla nich to jest  przysmak.

Chińczycy są najgorsi jeśli chodzi o palenie papierosów, palą wszędzie. Jeśli jesteś nie palącym i wychodzisz z Chińczykami co wieczór, to może to być udręką. Ja nie palę, więc czasami ilości dymu, jakie panowały nad stołem z jedzeniem były nie do zniesienia. Co więcej, Chińczycy są śmieciarzami. Myślę, że nie znają słowa N A T U R A. Wyrzucają śmieci wszędzie, gdzie popadnie. Jadą autem, puste butelki wyrzucają przez okno (nawet mnisi buddyjscy!). To prawda, w Chinach są wszędzie ludzie, którzy sprzątają na ulicy, więc dla Chińczyka nie ma problemu, czy wyrzuci śmieci na ulicy, czy u siebie w mieszkaniu… Ale to nie o to chodzi! Oni nie mają pojęcia, co to jest dbanie o naturę, środowisko… Od dziecka są nauczani, co się robi ze śmieciami… Jedząc w restauracji chińskiej, klienci wszystko wyrzucają na podłogę, łącznie ze swoją śliną. Zjedzą nóżkę z kurczaka, a za chwilę kość wyląduje na podłodze (albo na moim bucie!). A za chwilę jeszcze sobie spluną koło stolika. Tak, to są Chiny!!! Jeśli jesteś osobą o wielkiej kulturze jedzenia i europejskim savoir- vivrze, to uwierz mi – Chiny to ostatni kraj, do którego chcesz pojechać. Tam jest wszystko na odwrót. A mnie się to podoba.

Jakiś czas temu Nico chciał sobie pochodzić po pobliskich górkach/ pagórkach (w końcu jesteśmy w regionie Mongolii Wewnętrznej!). Nasi chińscy znajomi omal, że nie pozwolili mu samemu wyjść w te góry (jakie tam góry, to stepy!). No bo, jak to on sam będzie chodził po stepach, przecież mogą go wilki zjeść, albo wiatr porwać! Ale najwięcej to bali się, że jacyś inni Chińczycy coś mu zrobią… Absurd… Dla Chińczyka pojęcie wyjścia w góry łączy się z wzięciem samochodu, mnóstwa jedzenia, dojechaniem pod samą górę i przejściem się przez 15 minut po pobliskiej górce. Oczywiście nigdy samemu! Bo przecież, jaka to przyjemność samemu po górach chodzić? Podobnie jest z „nartami”. Jak tylko tutaj przyjechaliśmy, padał śnieg. Nasi znajomi zapytali nas, czy chcemy jechać na narty. My patrzymy na siebie i mówimy  „no pewnie! Super! Narty w Chinach!”. Tylko skąd my sprzęt weźmiemy?! Znajomi podobno mieli cały sprzęt, więc mieliśmy się nie przejmować. No i jedziemy, po 15 minutach dojeżdżamy do celu. I co? No ich narty to nasz „dupolot”, więc sobie na tych „dupolotach” zamiast na nartach pozjeżdżaliśmy.

Dlaczego Chiny?

Trzymiesięczny pobyt tutaj, w Mongolii Wewnętrzenej, sprawił, że zupełnie inaczej patrzę na Chiny. Dał mi tak ogromne doświadczenie, którego nigdy bym nie zaznała w większych miastach. Dzisiaj patrzę na Chiny zupełnie z innej perspektywy. Nie jest to tylko kraj, który rozwija się niesamowicie szybko i zaraz dogoni Stany Zjednoczone. To kraj, który mimo swojej nowoczesności, jest totalnie zakorzeniony w przeszłości. To kraj, w którym większość ludzi ma przy sobie najnowszy model iphone’a, a kochankowie w wieku 30 lat nie mogą sami zadecydować o byciu razem.

Dlaczego Chińczycy są niesamowici?

Przyjeżdżając tutaj, nie spodziewaliśmy się niczego. Myśleliśmy, że będziemy mieszkać w szkole, bez ciepłej wody…Okazało się, że Ellen (moja koleżanka, która nas zaprosiła) wynajęła dla nas super mieszkanko, gdzie mieliśmy prysznic w łazience z gorącą wodą! Normalnie, chińskie rodziny w tej części Chin nie mają pryszniców w łazienkach, co tydzień kąpią się w publicznych łaźniach. Ellen znam od trzech lat, ale widziałam się z nią tylko 3 razy w życiu. Dla niej, jestem jej najlepszą przyjaciółką. Będąc tutaj przez 90 dni, przez 60 dni jedliśmy w restauracjach, będąc zapraszani przez wszystkich znajomych Ellen, przez jej krewnych, rodziny naszych uczniów, przez samą Ellen, która chciała nam wszystko pokazać, żebyśmy czuli się, jak najlepiej tutaj. Zostaliśmy tutaj przyjęci, jak jacyś królowie! I to nie chodzi tylko o to, że jesteśmy obcokrajowcami, ale jesteśmy tutaj gośćmi, przyjezdnymi… Nigdy nie dano nam zapłacić za jedzenie. Spróbowaliśmy wszystkiego. Hot pot, barbecue, uliczne jedzenie, chińskie tepanyaki, najbogatsze oraz najtańsze restauracje tego miasta… Nigdzie indziej by nas tak nie ugoszczono, jak w Chinach. Coś niesamowitego! Jak tylko dowiedzieli się, że Nico gra na gitarze, a ja na skrzypcach, to na drugi dzień mieliśmy gitarę i skrzypce w naszych rękach. Mieliśmy wszystko to, co potrzebowaliśmy. Szczodrość tych wszystkich ludzi, których poznaliśmy nie miała granic. W ostatnim tygodniu naszego pobytu dostaliśmy niesamowite prezenty. Od przyjaciółki Ellen, Mingzi, z którą często wychodziliśmy oraz jedliśmy u niej w domu, dostaliśmy przepiękny album ze zdjęciami z całego naszego pobytu w Huolinguole… Album jest przepiękny (mimo, że jest w nim ogrom błędów w języku angielskim). Od Ellen, dzięki której tyle zawdzięczamy, dostaliśmy sesję zdjęciową w strojach mongolskich…Wszystkie małe prezenty, które dostaliśmy od innych znajomych, to coś niesamowitego. Zostaliśmy tutaj przyjęci, jak przyjaciele z dawnych lat.

Dla tych wszystkich Chińczyków, których poznaliśmy przez te 3 miesiące, marzeniem jest wyjechanie z Chin i podróżowanie… Nie mogą się doczekać, kiedy nas odwiedzą w Europie. A ja nie mogę się doczekać, kiedy im całą moją Żywiecczyznę pokażę i kawałek Europy. Bez wątpienia będzie to dla nich duży szok, tak samo jak dla mnie było podróżowanie po raz pierwszy w Chinach. Już nie mogę się doczekać ❤

Oryginalny tekst z dodatkowymi zdjęciami z Chin, znajdziecie tutaj

Izabela Handerek – 25-letnia góralka, pochodząca z Pietrzykowic k/Żywca. Od 2 lat mieszka w Peru, gdzie prowadzi biuro podróży Alpinca. Swoje doświadczenie z podróżowaniem zaczęła we Francji, gdzie spędziła około dwóch lat studiując oraz odkrywając zachodnią Europę. Następnie przyszła pora na Chiny, gdzie Iza skończyła swoje studia oraz zakochała się w tym państwie. Po dwóch latach pobytu w Chinach nadszedł czas na Amerykę Południową. Więcej o przygodach Izy można przeczytać na jej blogu. 

Komentarze