Nasza redakcyjna koleżanka Paulina Dobija w Londynie jest już czwarty raz. Pierwszy raz wyjechała w 2012 roku, zaraz po maturze. Od pierwszego wyjazdu zakochana po uszy w brytyjskiej stolicy. Korzysta z każdej okazji, by tu przyjechać, chociaż na dwa, trzy miesiące w roku. Chcąc przybliżyć czytelnikom największe miasto zachodniej Europy, postanowiła stworzyć listę swoich ulubionych miejsc w Londynie. A przy okazji przyjrzeć się podbeskidzkiej diasporze nad Tamizą. W tym celu przeprowadziła rozmowy z bielszczankami, które związały swoje życie z Wielką Brytanią na stałe.

 

 

Jeśli ktoś, tak jak ja, kiepsko znosi upały, a nad wylegiwanie się na plaży przedkłada pulsujące życiem miasto, powinien pomyśleć o Londynie, jako o kierunku wakacyjnych wojaży.

Londyn to taki świat w pigułce – zmęczony zwiedzaniem możesz posilić się we włoskiej restauracyjce, a następnie przespacerować po chińskiej dzielnicy, pełnej straganów z orientalnymi owocami, uwodzicielsko pachnącymi przyprawami i remediami na schorzenia wszelakie. Później koniecznie zahacz o kubański klub, zaś nazajutrz rano świetnie zrobi Ci tradycyjne English Breakfast: talerz wypełniony bekonem, kiełbaskami, jajkami, smażonymi pomidorami, grzybkami, fasolką, tostami…

Angielska stolica to znacznie więcej, niż tylko Big Ben, Tower Bridge i czerwone budki telefoniczne. Oczywiście, główne atrakcje warto zobaczyć, nie ma jednak nic lepszego od zgubienia się gdzieś w gąszczu wąskich, londyńskich uliczek i zachwycenia się nieznanym.

Żeby naprawdę poczuć wyjątkową atmosferę tego miasta, warto na chwilę zejść z utartych ścieżek i dać się porwać londyńskiemu rytmowi. W każdej z różnorodnych dzielnic można znaleźć magię. Nowoczesność styka się tam z tradycją, luksus z prostotą, porządek z szaleństwem. Tutaj przygrywa chłopak na steel pan, a kawałek dalej już pani na wiolonczeli. To nie do opisania.

Londyńskie atrakcje

Będąc na północy, koniecznie odwiedź Muswell Hill. Przespaceruj się po uroczej, głównej ulicy. Zatrzymaj się w jednej z licznych patisseries, a następnie wybierz do Alexandra Park, z górującym nad nim Alexandra Palace. Rozciąga się stamtąd zapierająca dech w piersiach panorama Londynu.

Równie magiczne jest Highgate, z mnóstwem zachwycających willi i – co ciekawe – grobem Karola Marksa, czy Hampstead – elegancka dzielnica, słynąca głównie z Hampstead Heath – olbrzymiego, pięknego parku. Hampstead najpiękniejsze jest nocą – cichnie wtedy zwykły, uliczny gwar, a uliczki zalewa ciepłe światło lampek i sklepowych wystaw. Będąc tam, koniecznie spróbuj słynnych naleśników z La Creperie de Hampstead!

Na przeciwległym krańcu Londynu leży Richmond – jedna z bogatszych części miasta. Szczególnie zachwycają w niej wąskie uliczki, prowadzące do kamienistych wybrzeży Tamizy.

Warto zobaczyć również londyńską Małą Wenecję, pełną kolorowych łódek, kryjących w sobie bary, restauracje. Niektóre łódki są domem dla ludzi!

Szukając wyciszenia i spokoju, zajrzyj do Kyoto Garden – pięknego, japońskiego ogrodu w centrum Holland Park. Holland Park to nie jedyny ogród wart zobaczenia – Londyn słynie z przepięknych parków, z zachwycającą fauną i florą.

Świetnym pomysłem na spędzenie piątkowej lub sobotniej nocy jest wyprawa w okolice Liverpool Street, Schoreditch, Brick Lane. To ostatnie w niedzielę zmienia się w ogromny targ, pełen antyków, ubrań, ręcznie robionej biżuterii i pysznego Street Food. Do listy dzielnic idealnych na nocne szaleństwo dopisz też dynamiczne Brixton (szczególnie, jeśli jesteś fanem sławnego „brixtończyka” Davida Bowiego)!

Spędź trochę czasu w klimatycznych księgarniach i sklepach z rzeczami używanymi, gdzie dochód przeznaczany jest na cele charytatywne (np. Oxfam, All Aboard, Cancer Research UK czy Fara Charity Shop). Stolica zachwyca też uroczymi kawiarenkami i charakterystycznymi, angielskimi pubami.

Londyn to również świetna baza wypadowa na dalsze wycieczki. Z jednego z głównych dworców można dojechać w mnóstwo ciekawych miejsc: począwszy od położonego nad morzem, przepięknego Dover, poprzez tajemnicze Stonehenge, na Paryżu skończywszy!

Otwarte miasto

Będąc w Londynie, poświęć chwilę na rozmowę z „tubylcami” – nie poznasz miasta naprawdę, jeśli nie poznasz jego mieszkańców. Londyńczycy są niesamowici – zupełnie niepodobni do żadnych innych ludzi, z którymi miałam do czynienia. Otwarci, prawie zawsze uśmiechnięci i uprzejmi. Gdy z nietęgą miną wpatruję się w mapę, ludzie sami proponują mi pomoc; gdy potknę się (a ma to miejsce częściej, niż bym chciała przyznać), ktoś pyta, czy wszystko w porządku; gdy obklejona taśmą klejącą od stóp do głów, usiłuję przykleić notkę dla kuriera na drzwi wejściowe… angażuje się trzech sąsiadów (niestety, aż tylu było świadkiem nierównej walki ja vs taśma klejąca). Równocześnie mogę robić to, co chcę; nosić to, co mi się podoba i mało prawdopodobne, że ktoś postuka się w czoło, a później obgada mnie przed całą społecznością.

Londyńskie ulice tętnią różnorodnością – i nie mam tutaj na myśli tylko zróżnicowania etnicznego, chociaż Londyn to prawdziwy tygiel kulturowy. Otwartość i tolerancyjność londyńczyków przekłada się na pełną swobodę ubioru i zachowania. Możesz paradować po ulicach w stroju rodem z epoki wiktoriańskiej i raczej na nikim nie zrobi to większego wrażenia.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego uwielbiam to miasto. Przyzwyczajona do dwugodzinnego czekania na pociąg, do autobusów kursujących niezależnie od rozkładów jazdy, do opóźnień, korków, brudu i wielu innych nieprzyjemności, doznałam w Londynie niemałego szoku. Nie wiem, czy człowiek, który wymyślił metro dostał Nobla, ale z pewnością powinien – i to pokojowego! Bo jakiż spokój ducha zapewnia myśl, że metro kursuje co 2-3 minuty i możesz się nim dostać praktycznie wszędzie. Zaspałeś kilka minut? To nic – i tak zdążysz! I w dodatku błyskawicznie dostaniesz się na drugi koniec miasta. A autobusy… No cóż, są po prostu super (czerwone i piętrowe, czego chcieć więcej?).

Bielscy londyńczycy

W Londynie można zakochać się bez pamięci. Świadczy o tym niesłabnąca popularność tego miasta, jako kierunku emigracji. Także wielu bielszczan wyjechało – często „na chwilę”, a zostało na stałe.  Chociaż ciąży nad nimi widmo Brexitu, nie myślą poważnie o powrocie do ojczyzny. To Londyn jest ich miejscem na ziemi.

– Cały czas myślę, że fajnie byłoby mieszkać w Polsce – ale to w Londynie zapuściliśmy korzenie, oboje z mężem pracujemy, córka chodzi do szkoły, mamy już ustabilizowaną sytuację… W Polsce musielibyśmy zaczynać od nowa – tam nie mamy nic – mówi Ewa, w Londynie od sześciu lat.

Chociaż tęskni za domem, nie wyobraża sobie powrotu. W Polsce skończyła prawo, ale nie mogła znaleźć wymarzonej pracy. Po przyjeździe do Anglii uzyskała dyplom Paralegal Studies, dający uprawnienia w pewnych dziedzinach prawa. Dzięki temu znalazła stanowisko w Victim Support – organizacji, zajmującej się pomocą ofiarom przestępstw, gdzie zajmowała się pracą z ofiarami przemocy domowej. Potem postanowiła spełniać marzenia i zająć się „łapaniem zbirów”, wiec wstąpiła do londyńskiej Metropolitan Police.

Tutaj jest szczęśliwa, ale tęsknota za Ojczyzną jest nieodzowną częścią jej życia. – Najbardziej tęsknię za rodziną, oczywiście. I za poczuciem bycia „u siebie”, bo Polska to mój kraj, tam się urodziłam, tam dorastałam… W Londynie nigdy nie będę u siebie. Tęsknię też za górami. I za polskim chlebem.

Z rozrzewnieniem wspomina też Bielsko-Białą. – Z Bielskiem wiążą się jedne z moich najpiękniejszych wspomnień. Tam chodziłam do liceum, do KEN-a, jeszcze gdy budynek szkoły mieścił się na Słowackiego. Pobliskie Podcienie to jedno z najbardziej urokliwych miejsc, w jakich byłam. Bielski klimat jest niepowtarzalny. Do tej pory, gdy myślę o idealnym deserze, przed oczami staje mi deser „Mikołajek” z cukierni Delicje.

Dover

Za bielskim „Pigalem” i Delicjami tęskni też Kasia – w Londynie od 2000 roku. – Na Placu Chrobrego zawsze dużo się działo, a Delicje odwiedzam zawsze, gdy jestem w Polsce. Przechadzam się ulicami głównymi, od Teatru przez całe Bielsko, spotykam znajomych. Właśnie tego najbardziej mi brakuje – zwierza się Kasia.

Z Ewą chodziły do tego samego liceum, a poznały się dopiero w Anglii, odprowadzając ich dzieci do szkoły. Kasia decyzję o przeprowadzce do Londynu podjęła spontanicznie – przyjechała tu na wakacje z chłopakiem, autostopem, z zamiarem przeżycia przygody – a znalazła swoje miejsce na ziemi. Początki były trudne, ale ambicja i wytrwałość pozwoliły jej założyć firmę Kate Cleaning Service, a później spełniać marzenia i zostać instruktorką jazdy.

Teraz prowadzę własną szkołę jazdy: Kate School of Motoring. Zawsze lubiłam jeździć różnymi pojazdami, już jako piętnastolatka jeździłam na motorynce. Kiedy zdawałam prawo jazdy, w Bielsku-Białej nie było żadnej kobiety – instruktora! Pomyślałam sobie wtedy, że sama mogłabym się tym zajmować. Gdy rodzice kupili mi auto, zachęcałam moje koleżanki, żeby jeździły ze mną i uczyłam je jeździć. To był jeden z moich pomysłów na życie, ale dopiero w Londynie postanowiłam zrobić kurs i sprawdzić, czy dam sobie radę – wspomina Kasia.

Zapytana, czy myśli o powrocie do Polski, odpowiada: – Ani w Polsce, ani w Anglii nie czuję się do końca „u siebie”… Do Polski fajnie jeździ się na wakacje, by spędzić czas z rodzicami, spotkać swoich znajomych, odwiedzić miejsca, w których się wychowało… Ale to tutaj się „zakotwiczyłam” i na dzień dzisiejszy, jestem w stu procentach pewna, że to tutaj chciałabym zostać.

Na zdjęciu: Kasia Szydłowska

Lato dobiega już niestety końca, ale Londyn zachwyca o każdej porze roku. Szczerze polecam odwiedzenie tego miasta: a kto wie, może zupełnie przypadkowo, także i Ty odnajdziesz swoje miejsce na ziemi…?

Paulina Dobija

Komentarze