Rozmowa Jana Pichety z Juliuszem Wątrobą

 

– Jakie zwyczaje świąteczne wryły się Panu najmocniej w pamięć_

– Zwyczaje świąteczne, szczególnie te w wigilijny wieczór, kiedy rodzina zasiadała w komplecie przy stole, były różnorakie, przekazywane z pokolenia na pokolenie (nie ma miejsca, aby je teraz opisać), ale mnie – temu wrażliwemu dziecku – najmocniej wryła się w pamięć chwila, gdy  (jako jedno z ostatnich „dań” ) każdy z domowników otrzymywał cztery orzechy włoskie, symbolizujące cztery pory roku. Każdy, „komisyjnie” rozłupywał orzechy i z drżeniem serca oglądał zawartość skorupki: jeśli orzech był zdrowy, świadczyło to o tym, że i w danej porze roku będzie zdrowie służyło; jeśli orzech był suchy, pomarszczony, to wróżyło chorobę, a jeśli zawartość orzecha była wysuszona czy przegniła, to oznaczało śmierć!

– Jest Pan związany z kulturą Śląska Cieszyńskiego. Czy pamięta Pan, jakie życzenia towarzyszyły ludziom w okresie świątecznym w czasie Pańskiego dzieciństwa?

– Życzenia są wszędzie prawie takie same: banalne, ale przez ową banalność i najpiękniejsze, bo tyczące szczęścia, zdrowia (jakby zdrowie nie było szczęściem), błogosławieństwa bożego itd., ale w moim dzieciństwie życzenia te były przekazywane piękną gwarą cieszyńską, która była moim pierwszym językiem; czasem wierszowane, czasem prozą, ale zawsze serdecznie…

– Święta kojarzą się z pojednaniem nawet mocno zwaśnionych osób. Czy kojarzy Pan, jak wyglądały pojednania w Pańskiej miejscowości, o której pisał Pan, że jest „dziurą na górze”, czy bardziej uprzejmie: „dziurą na Kopcu”?

– Małe sprostowanie: to nie ja wymyśliłem ową „dziurę na kopcu” ale tak Rudzicę określali złośliwi nie-rudziczanie. Jak wyglądały pojednania to – mówiąc szczerze – nie pamiętam, a może nie trzeba było się pojednywać, gdy w owej „wsi spokojnej i wesołej” ludzie nie byli zwaśnieni?

– Dopóki PiS nie przejęło władzy, można było wierzyć sentencji Zbigniewa Herberta, którą napisał w Sienie w 1959 r.: Świat jest piękny, a ludzie są dobrzy. Teraz mam coraz więcej wątpliwości. Czy Pan, podobnie jak ja, czuje się bardziej związany z „gorszym sortem Polaków”, a nawet wegetarianami i cyklistami?

– Podpieranie się cytatami cechuje ludzi, którzy nie mają własnego zdania. Owa sentencja Herberta jest tyle piękna co nieprawdziwa, bo choć świat jest rzeczywiście piękny, to ludzie zawsze byli dobrzy i źli, i to niezależnie od partii sprawiającej rządy czy położenia geograficznego, chodzi jednak o to, by w tej nieustającej walce między dobrem a złem, dobro zwyciężało… Próbuje mnie pan wmanewrować w politykę, a okres świąteczny powinien być jak najbardziej apolityczny, bo przecież Jezus, którego narodzenie właśnie obchodzimy, przyszedł na świat nie po to, by zbawiać jedną partię z wodzem, czy drugą szukającą wodza… A czuję się, oczywiście, związany z tym „gorszym sortem”, bo zawsze do niego nie należałem, choć w różnych okresach mojego życia ten „gorszy sort” co innego znaczył…

Ale nie spotkałem współcześnie bardziej pogardliwego określenia bliźnich, którzy mają odwagę inaczej myśleć… To jakiś wewnętrzny rasizm…, próbujący dzielić ludzi, choć tyle mówi się o wspólnocie… Żądza władzy, niezależnie którą opcję pochłania, zaślepia i oślepia, eliminuje konkurencję (także tę wewnętrzną), nawet myślących ludzi uczy bezmyślności i przytakiwania, by nie stracić stołka, nie narazić się, nie podpaść… To takie smutne, ale historia już niejednokrotnie nas uczyła, że przywódcy, dysponujący charyzmą i ową fatalną siłą, są w stanie ogłupiać tłumy, a nawet całe narody… Napisałem nawet przed laty fraszkę, która była, jest i będzie (niestety) aktualna:

Psychopaci rządzą światem…
Świat wychodzi marnie na tym…

– Terminy, którymi określa władza swych przeciwników: „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”, wiążą się z grzechem – dawaniem fałszywego świadectwa. Czy władzy należy je wybaczyć przed świętami? Pojednać się?

– Oczywiście, że także władzy należy wybaczać! Jeśli jesteśmy wierzącymi, to sam Mistrz powiedział, że „zdrowy nie potrzebuje lekarza”. A przecież władza (prawie każda) jest chora na pychę, zarozumiałość, nieomylność – i to niezależnie, czy biała, czarna, czy czerwona. Więc należy przebaczać i modlić się za władzę o opamiętanie, a może nawet o cud! Wszak cuda się zdarzają! Nawet w polityce!

– Czy mocno bijącym źródłem dla Pana satyrycznych inspiracji jest „dobra zmiana”?

Nie jest mocnym, boć to przecie nic nowego! Ze smutną satysfakcją stwierdzam, że wierszyki satyryczne i fraszki, które napisałem przed laty, są dziwnie aktualne… Aby nie brnąć jednak w politykę, spróbuję znaleźć wspólny mianownik dla różnych opcji politycznych i równowagi psychicznej, na terenie, na którym jesteśmy naprawdę równi (z wyjątkami). Takim obszarem jest …seks! Stąd ta niewinna miniaturka:

Seks
Lubi ten sport
i gorszy sort…

– Kiedy wielbiciele Pańskiego talentu zobaczą Pana znowu jako aktora i śpiewaka w śpiewogrze „Pociąg pospieszny do miłości” – ostatnim Pańskim literackim dokonaniu?

– Boleję, że pan nie należy do tych wielbicieli, ale tych wszystkich, którzy tylko mają ochotę zobaczyć na scenie zjawiskową Sabinę Głuch i mnie, posłuchać różnorodnych piosenek (w znakomitych aranżacjach Mateusza Walacha), zapraszam serdecznie 06 lutego 2017 r. do Teatru Polskiego w Bielsku-Białej (bilety do nabycia w kasie teatru). Podczas premiery w listopadzie był komplet widzów i… owacja na stojąco. Naprawdę!

– Czego życzy Pan z okazji świąt Bożego Narodzenia i nowego roku czytelnikom portalu bb365info?

– Tego, żeby każdy z nas znalazł swoje miejsce w życiu i mógł się pięknie spełniać i realizować – w każdym dniu, na przekór politykom tej czy owej maści, bo życie jest jednorazową i zbyt piękną wartością, aby je trwonić, a żyjemy przecież po to (choć czasem to życie nie do życia), by je przeżyć pięknie, tym bardziej Wy – młodzi, gdy tyle piękna, wzruszeń i zachwytów przed Wami…

Juliusz Wątroba z Rudzicy, inżynier włókiennictwa, poeta, satyryk, prozaik autor ponad 40 tomów wierszy, prezes śląskiego oddziału Związku Literatów Polskich w Katowicach, członek kabaretu TON w Bielsku-Białej.

Komentarze