Zależy mi na dobrym tekście…



Z piosenkarką Iwoną Loranc, która wydała nową płytę pt. „Brzegi”, rozmawia Jan Picheta.

 

– Pochodzi Pani z usportowionej rodziny. Tata był pięściarzem BBTS Bielsko-Biała w okresie, gdy klub walczył o mistrzostwo Polski na przełomie lat 50. i 60. minionego wieku. Brat i bratowa biegali. Ich dzieci też biegają na średnich dystansach oraz grają w piłkę nożną. Pani także ma za sobą epizod lekkoatletyczny. O ile pamiętam, trafiła Pani do bielskiego Sprintu. Tam szkoleniem zajmuje się do dziś trener, którego nazwiska nikt nie zna, bo wszyscy mówią o nim „Skipek”. Czy również on był Pani trenerem biegów?

– Tak się składa, że dobrze pamiętam Stefana Ruśniaka vel. Skipka. Cudowna postać, bardzo miło go wspominam. Trenował mojego brata – on był długodystansowcem, a ja sprinterką. Moim trenerem był Leszek Mazurczak, kolejny wspaniały człowiek w Sprincie. Mój brat Maciek z żoną Izą biegają do dziś, ostatnio brali udział w Biegu Niepodległości w Warszawie.

–  Rodzina sportowa, a Pani miała inklinacje artystyczne. Pani wyuczony zawód to plastyk. Dlaczego nie została Pani sportsmenką czy graficzką?

–  Nie widziałam przyszłości zawodowej w sporcie. Grafika, malarstwo, animacja – to były obszary, w których szukałam pomysłu na wyrażenie siebie. Mimo to czułam, że to jeszcze nie to.

– Długo szukała Pani swej drogi. Nie tylko w Polsce, ale i na Zachodzie. Co sprawiło, że Pani wróciła do Polski z Francji?

– Przez dwa lata mieszkania w Paryżu nagromadziła się we mnie tęsknota – za miastem rodzinnym i bliskimi. Czarę tej nostalgii przelała kaseta Marka Grechuty, którą wysłał mi mój brat Maciek. Na białej okładce kasety było wielkie czerwone serce. Gdy usłyszałam „Ocalić od zapomnienia”, zdecydowałam się na powrót do Polski.

– Pamiętam wspaniałe czasy, gdy pracowała Pani w artystycznej Piwnicy Zamkowej, wraz z innymi twórcami teatru, filmu, plastyki, muzyki. Gdzie się człowiek obejrzał, spotykał kogoś wybitnego. A to pojawił się Zbigniew Brzeziński (bez żony, bo ona miała wystawę w BWA), a to Andrzej Urbańczyk z Piotrem Gadzinowskim, a to bracia Golcowie, Krzysiek Maciejowski, Jan Stachura, Marcin Żupański, Eugeniusz Kubat, Szymon Zychowicz, Lidia Sztwiertnia, Beata Przybytek, Krystyna Pryszczyk, Marian Cholerek, Jurek Waligóra, Leszek Szewczuga z synem Robertem, a to zajrzał detektyw Krzysztof Rutkowski, a to Jurek Batycki czujnym okiem dzierżawcy doglądał porządku. Czy to dzięki klimatowi bielskiej Piwnicy Zamkowej wybrała Pani drogę muzycznej kariery?

– Jurek Batycki zaprosił mnie do koncertu inauguracyjnego artystycznej działalności Piwnicy Zamkowej. W tym miejscu miałam pierwszą możliwość rozwinąć skrzydła, tam przekonałam się, że najlepiej mogę wyrazić swoje emocje poprzez piosenkę. W Piwnicy Zamkowej z Krzysztofem Maciejowskim i Jankiem Stachurą stworzyliśmy cały materiał do płyty Tricolor, tam mieliśmy próby i przygotowywaliśmy się do konkursów.

– Czy w roku 2002 nastąpiła emanacja Pani talentu, na którym poznała się w końcu artystyczna Polska?

– 2002 to rok konkursów i festiwali, w których brałam udział, zarówno w zespole, jak i indywidualnie. Byliśmy po prostu ciekawi, czy to, co prezentujemy na scenie, niesie jakąś wartość poza Bielsko-Białą. W międzyczasie zaczęłam współpracę z Tomaszem Dutkiewiczem, ówczesnym dyrektorem Teatru Polskiego. Zapraszał mnie do ról, w których mogłam przede wszystkim śpiewać i nabierać doświadczenia jako aktorka i piosenkarka, mimo że nie miałam za sobą szkoły aktorskiej. To dało mi większą pewność na scenie i miało na pewno ogromny wkład w sukces na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej.

– W duecie z Grzegorzem Tomczakiem zaśpiewała Pani – jak sądzę, wiekopomny utwór – „Szukałem cię wśród jabłek”. To chyba najbardziej znana piosenka z Pani udziałem. Prosta, nostalgiczna, niemal ascetyczna, zwalająca z nóg. Doczekamy się ponownie takiego lirycznego przeboju?

– Rzadko zdarzają się piosenki, które są takim strzałem w dziesiątkę jak „Szukałem cię wśród jabłek”. Interpretacja tego utworu przyszła bardzo spontanicznie i lekko, zdecydowanie życzyłabym sobie więcej takich piosenek.

– Ostatnia Pani produkcja jest bardziej popowa czy folkowa niż literacka. Tak przynajmniej sądzę z zapowiedzi. To wymóg świata komercji czy Pani rozwój zmierza w tym kierunku?

– Od lat nosiłam się z zamiarem wydania premierowego materiału z producentem muzycznym Miłoszem Wośko, z którym miałam przyjemność pracować przy albumie „Znaki na niebie”. Autorem większości tekstów na płycie „Brzegi” jest Piotr Brymas. Wybrałam jego wiersze, które muzycznie zilustrował Miłosz. Do albumu zaprosiliśmy również Renatę Przemyk, Krzysztofa Maciejowskiego, Daniela Gałązkę i Darka Lewandowskiego. Nie mam potrzeby zamykania się w kategoriach popu, folku czy piosenki poetyckiej, zależy mi na dobrym tekście i pięknej muzyce.

*  *  *

Iwona Loranc urodzona w 1969 r. w Bielsku-Białej piosenkarka i aktorka, m.in. laureatka Grand Prix Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, Studenckiego Festiwalu Poezji w Krakowie, Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej (FAMA) w Świnoujściu, Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku, Nagrody Prezydenta Miasta Bielska-Białej IKAR za szczególne osiągnięcia w roku 2002. Nagrała cztery albumy: Tricolor, Znaki na niebie, Loranc śpiewa Jakubczak i Brzegi. Piosenka pt. „Szukałem cię wśród jabłek” w duecie z Grzegorzem Tomczakiem przez kilka tygodni utrzymywała się na pierwszym miejscu Listy Przebojów Radiowej Trójki. W latach 1999-2006 pracowała w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Obecnie związana jest z teatrami Buffo i Komedia w Warszawie.