Mija właśnie siedem lat od momentu, gdy TS Podbeskidzie uzyskało historyczny awans do piłkarskiej ekstraklasy. Wygrana 2:0 z Sandecją Nowy Sącz sprawiła, że Bielsko-Biała oszalało na punkcie piłki nożnej i piłkarzy. Górale na najwyższym szczeblu rozgrywkowym grali przez pięć sezonów. W 2016 roku klub spadł do I ligi, w której występuje do dziś. My wracamy do najpiękniejszych dni bielskiej piłki za sprawą rozmowy z ówczesnym trenerem Podbeskidzia – Robertem Kasperczykiem.

– Jak Pan wspominana to, co wydarzyło się 7 lat temu?
–  Dla mnie były to najpiękniejsze zawodowo chwile w życiu. Pomimo tego, że przed podjęciem pracy w Bielsku-Białej, w klubach, w  których wcześniej pracowałem, pracowało mi się nie najgorzej. Może nie osiągałem wielkich sukcesów, ale były sukcesiki, jak awans z Górnikiem Wieliczka do drugiej ligi. Jednak to, co się wydarzyło w Bielsku-Białej to w moich wspomnieniach jest wręcz magia. Łza się w oku kręci, gdy człowiek przypomni sobie fetę pod ratuszem czy przejazd odkrytym autokarem po mieście. Zanim do tego jednak doszło były piłkarskie momenty, które zadecydowały, że Podbeskidzie znalazło się w 2011 roku w ekstraklasie. Przypomina się więc obroniony przez Ryśka Zajaca rzut karny w meczu z Sandecją, zaraz po tym gdy dotarła do nas wiadomość, że Flota Świnoujście zremisowała z Termaliką 2:2 i zwycięstwo z Sandecją daje nam bezpośredni awans. Tego co się wydarzyło po ostatnim gwizdku nie da się opisać. Począwszy od szampanów, ogromnej radości kibiców po mój taniec z szalikiem i góralskim kapeluszem. Cokolwiek by się nie wydarzyło w późniejszym czasie, to dla mnie ten pierwszy raz był w Podbeskidziu. Zarówno moje, jak i mojej małżonki, która półtorej roku mieszkała tutaj ze mną, przyjazdy do Bielska-Białej wiążą się z samymi superlatywami. Jest to po prostu dla nas miejsce magiczne.

– Co sprawiło, że Podbeskidzie po raz pierwszy w historii awansowało do ekstraklasy? Rok wcześniej wydawało się to niemożliwe…
– Ja przyszedłem do Bielska-Białej w połowie sezonu 2009/2010, gdy drużyna była kilka punków nad strefą spadkową. Wydawało mi się, że jak przepracujemy dobrze okres zimowy, to będzie z górki. Tak jednak nie było. Wygraliśmy tylko jeden mecz u siebie, a w pozostałych notowaliśmy remisy, które odbierano jako porażki. Nie zapomnę remisu z Motorem Lublin w przedostatniej kolejce, gdzie rozgoryczenie kibiców było tak duże, że sam je odczułem. Nie dziwię się kibicom, gdyż klub z takim potencjałem zasługiwał na więcej. Na szczęście udało się zmotywować zespół na mecz w Świnoujściu i się utrzymaliśmy. Wtedy zastanawiano się co robić ze sztabem i moją skromną osobą.

– I zapadła decyzja, że Pan zostaje…
– Jednoosobowo zadecydował o tym prezes Okrzesik. Okazał mi kredyt zaufania i określił cel na kolejny sezon: budowa drużyny, która ma włączyć się poważnie w walkę o awans. Dokonaliśmy zmian z kadrze. Przyszli m.in. Adam Cieśliński, Robert Demjan i Sebastian Ziajka. Poziom motywacji zawodników, którzy do nas przyszli, często odrzucanych w innych klubach, był olbrzymi. Co ważne, była też stabilna sytuacja finansowa, w szatni nie było rozmów o pieniądzach. Dobrą atmosferę czuło się na każdym kroku. Można powiedzieć, że na każdym stanowisku w klubie znaleźli się odpowiedni ludzie.
Niebagatelną rolę odegrał tu prezes Okrzesik. Zawsze podkreślam, że takiego sternika, jakim był Janusz Okrzesik, ciężko w Polsce spotkać. Świetnie kierował klubem, ale nie był działaczem. Gdy jechał na galę ekstraklasy, to widać było, że się tam męczy. To nie było jego środowisko. To nie był prezes, który miał parcie na szkło. Skromny, pracowity, niesamowicie kulturalny człowiek, który nawet rzeczy nieprzyjemne potrafił powiedzieć w sposób taki, że człowiek wychodził zmotywowany. Do końca swojej przygody z trenerką będę go stawiał za wzór.

– Co Pan obecnie robi?
– Mam przyjemność pracować jako trener koordynator grup młodzieżowych w ekstraklasowej Cracovii. Pod moją opieką są cztery najstarsze grupy wiekowe. Z zespołem U-19 będziemy teraz grali w półfinale mistrzostw Polski. W zeszłym roku ukończyłem także kurs trenera-edukatora i wykładam w Szkole Trenerów PZPN. Ciągnie mnie jednak na ławkę trenerską i z pewnością kiedyś jeszcze na nią wrócę.

Rozmawiał: Jarosław Zięba, foto: Krzysztof Dzierżawa

 

Materiał przygotowany we współpracy z miejską gazetą informacyjną Kurier.BB. W ostatnim numerze numerze ukazały się także rozmowy z prezesami klubu w czasie awansu: Januszem Okrzesikiem i Jerzym Wolasem. Plik pdf z gazetą można pobrać ze strony www.Kurier-BB.pl.

Komentarze