Odnawiamy pierwotną funkcję kawiarni



Rozmowa z Jarosławem Hessem, organizatorem spotkań filozoficznych odbywających się regularnie w Pubie Celna 10.

– Czy Pan domyśla się, kto mógł powiedzieć słowa, które zacytuję: – Jeśli gdzieś w Polsce lub w świecie rozmawiam z kimś o tym, co się dzieje w Bielsku-Białej, największe zainteresowanie wzbudzają knajpiane spotkania filozoficzne organizowane regularnie kolejny rok przez stowarzyszenie Uwaga Kultura! Takie mało efektowne, mało widowiskowe rzeczy, nastawione na dyskusję, swobodne, ale na poziomie, są dziś solą polskiej kultury. I nie tylko polskiej.

– Przypuszczam, ze są to słowa Artura Pałygi, który pełni rolę swoistego ambasadora naszej kawiarni (śmiech) i jest też jej regularnym uczestnikiem. Małe sprostowanie: kawiarnia filozoficzna stanowi rodzaj grupy nieformalnej. Stowarzyszenie Uwaga Kultura nie działa już od prawie dekady i nie jest jej organizatorem i właściwie nigdy nie było. Tę ideę współtworzyły także osoby, które nie były jego członkami, m.in. Cezary Wasilewski, Sotyrys Papucis czy Bogdan Oś. Trzeba też dodać, że nigdy nie braliśmy na nią żadnych dotacji czy grantów, działamy całkowicie bezkosztowo. Jeżeli nie liczyć oczywiście indywidualnej konsumpcji podczas spotkań. A tych było już sporo. Zaczynaliśmy w 2006 r. w Galerii Franka Kukioły, a później z różnych przyczyn (najczęściej z powodu likwidacji lokali) przenosiliśmy od knajpy do knajpy. Teraz korzystamy z gościnności Pubu Celna10. Spotykamy się raz na dwa, trzy tygodnie w czwartki o godz. 20.00.

– Kto bywa na spotkaniach filozoficznych, które Pan organizuje, i co się tam dzieje?

– Kawiarnia ma formułę otwartą – wszyscy chętni nie tylko mogą uczestniczyć w dyskusji, ale także zaproponować własny temat i zrobić wprowadzenie. Kilka dni przed spotkaniem wysyłamy drogą elektroniczną teksty, które przygotowuje osoba proponująca dany temat. Zaczynamy od wprowadzenia, a potem jest dyskusja, która przebiega metodą „kółeczka”, co zapewnia możliwość wypowiedzenia się każdemu uczestnikowi. Od czasu do czasu schemat ten jest przełamywany: przez projekcje filmowe, czytanie tekstów na miejscu, spotkania w innych miejscach, np. na zaproszenie BWA albo dyskusje spontaniczne czy też bez tematu narzuconego wcześniej (chociaż takich spotkań jest raczej niewiele). Niedługo odbędzie się 247 spotkanie (to już ponad 10 lat). W tym czasie przewinęła się przez kawiarnię ponad setka osób (kilkadziesiąt z nich to w miarę regularni bywalcy), 34 osoby przygotowywały tematy i wprowadzenia, a dodatkowa spora liczba osób woli dostawać tylko teksty (lista mailingowa liczy kilkaset osób).

– Czy w ten sposób tworzy Pan zręby intelektualne społeczeństwa obywatelskiego?

– Nie przepadam za pojęciem społeczeństwa obywatelskiego. To taki termin wytrych, który obecnie w zasadzie pozbawiony jest treści. Kawiarnia jest oczywiście działaniem społecznym – przez swój publiczny i towarzyski charakter – i obywatelskim – gdyż rozwija umiejętności krytycznej refleksji, dyskusji i wnikliwego oglądu rzeczywistości. Ale nie ma żadnego programu, ideologii czy opcji politycznych. Przychodzą ludzie o różnych, czasami diametralnie sprzecznych poglądach, wykształceniu, zainteresowaniach itp. To daje szansę na rozmowę poza podziałami i otwiera na innych. Można powiedzieć, że niejako odnawiamy pierwotną funkcję kawiarni, które np. w XVII-wiecznej Anglii były miejscami spotkań i dyskusji, oferując dostęp do prasy (tu też prasa się rodziła), a zarazem towarzystwo, w którym te gazetowe informacje można było na bieżąco komentować i omawiać. Jednocześnie kawiarnia umożliwiała tymczasowe zawieszenie podziałów społecznych. Przychodząc do kawiarni, gentleman musiał liczyć się z tym, że będzie musiał rozmawiać np. z szewcem. W ówczesnych kawiarniach ludzie prowadzili więc życie towarzyskie, nie ujawniając swoich uczuć, osobistej historii czy pozycji. Podobnie jest u nas – czasami oprócz imienia nic nie wiem o uczestnikach i nikt nie musi się „autoprezentować”.

– Czy Bielsko-Biała jest miastem pod tym względem wyjątkowym? Obywatele Bielska-Białej, a także jego władze, są bardziej filozoficznie nastawieni do świata?

– Nie sądzę. Raczej jest odwrotnie – jesteśmy miastem o bardzo niskim zaangażowaniu obywatelskim, drobnomieszczańskim i trudno tu się działa poza utartymi szlakami. W tym sensie kawiarnia jest swoistym fenomenem – 10 lat, jak na grupę nieformalną, to naprawdę długo. Może dlatego, że przyciągamy tak naprawdę garstkę, która ma takie potrzeby.

– Czy ktoś czyta jeszcze książki filozoficzne? Inaczej: Czy są takie książki filozoficzne, które powinniśmy przeczytać?

– Nie wiem czy ktoś czyta. Pewnie – jak wszędzie – jest zaledwie kilka osób, które czytają. Ale tematy w kawiarni nie są filozoficzne w sensie akademickim. Nie wymagają przygotowania i specjalistycznego wykształcenia. Jest to jednak kawiarniana filozofia (śmiech). Czasami omawiamy rzeczywiście książki tzw. wielkich filozofów (zdarzało się nam omawiać teksty Platona, Nietzschego, Kanta, Heideggera czy Badiou), ale najczęściej są to jednak zagadnienia publicystyczne lub literackie. Ostatnio np. zajmowaliśmy się miastem szczęśliwym, wstydem, encykliką Laudato si, faszyzmem, etyką maszyn, milczeniem, ale także Panią Bovary Flauberta, filmami Wajdy czy Szekspirem.

– Obserwujemy w Polsce „zdziczenie obyczajów”. Emanuje nim nawet polski sejm , nie tylko ulica, na której pali się kukły Żyda w proteście przeciw Arabom… Komu potrzebna jest dziś kultura?

– Kultura to też pojęcie, które jest zbyt szerokie, żeby sensownie go używać. W bardzo ogólnym ujęciu nasza kawiarnia jest oczywiście zjawiskiem kulturowym, ale nie ma nic wspólnego ani z kulturą artystyczną, ani z naprawą obyczajów czy kulturą osobistą i raczej w tych kategoriach nie należy jej postrzegać.

– Czy wszystko w dzisiejszych czasach ulega zepsuciu? Także społeczeństwo obywatelskie?

– To pytanie z tezą, z którą nie do końca się zgadzam. Zepsucie jest odwieczne, już starożytni mówili o psuciu obyczajów i zdemoralizowanej młodzieży i tak się to ciągle powtarza. Problem nie jest mentalny i osobisty – ludzie mniej więcej są tacy sami – kwestia leży w odpowiednich instytucjach, sytuacji materialnej i przemianach społecznych. A to w Polsce nie wygląda rzeczywiście najlepiej.

– Uwaga. Kultura! – to brzmi jak wezwanie do ucieczki przed alarmem powietrznym lub do zachowania szczególnej ostrożności przez wysokim napięciem. Kto się boi kultury?

– Stowarzyszenie pod tą nazwą miało charakter kulturotwórczy – zajmowało się głownie organizowaniem różnych wydarzeń i imprez: festiwali, konkursów literackich czy działań artystycznych. Sama nazwa miała zwrócić uwagę po prostu na potrzebę tego typu działań w mieście i nie stała za nią żadna ideologia. Nie przywiązywałbym do tego zbyt dużego znaczenia. Myślę, że nikt nie boi się kultury jako kultury. W jej obrębie jednak od czasu do czasu pojawiają się dzieła, które godzą w ustalony porządek i są niewygodne dla władzy na różnych szczeblach. To są dla mnie zjawiska w kulturze najciekawsze, bo dają do myślenia i zmieniają optykę patrzenia na różne sprawy.

Rozmawiał Jan Picheta

Jarosław Hess – filozof, redaktor, b. prezes Stowarzyszenia Uwaga Kultura, aktywny promotor i uczestnik inicjatyw kulturalnych w Bielsku-Białej. Pomysłodawca i współtwórca Ośrodka Kreatywności Obywatelskiej, Teatru Tekstu, Kawiarni Filozoficznej i Klubu Książki. Obecnie członek Zarządu Okręgu Podbeskidzie Partii Razem.

Komentarze