Maluję tylko jeden obraz



– Jest Pan znany w Polsce, a szczególnie w Bielsku-Białej, Krakowie czy Skoczowie z wielkich, wiklinowych, ażurowych realizacji przestrzennych w centrach miast. Tymczasem w galerii „Na Piętrze” w „Kubiszówce” prezentuje Pan w dużej mierze monochromatyczne miniatury malarskie. Dopadła Pana postkomunistyczna szarość?

– Nie. Ja cały czas maluję jeden obraz. W cudzysłowie. Oczywiście zdarza się czasem większe nasycenie koloru, ale to są szczegóły. Kolorystyka moich dzieł jest bliska ziemi. Nawet wtedy, gdy jako student malowałem bardzo kolorowo, to miałem gdzieś na czubku głowy dążenie, żeby monochromaty stosować do wyciszania tych barw. Ja też kiedyś byłem blondynem, a teraz nawet trudno określić kolor moich włosów. Tak to się dzieje. Podczas otwarcia wystawy mówiłem, że terytorium, po którym się poruszam, gabarytowo mieści się w granicach od pudełka zapałek po kilkunastometrowe rzeźby. Wielkość nie ma znaczenia, bo wszystkie prace absorbują tak samo. Skala poszukiwań jest duża. „Szare wiersze i inne prace”, które prezentuję w Bielsku-Białej, mają konotacje literackie, choć nie posiadają narracji, nie opowiadają fabuł lub anegdot. Odnoszą się do tekstów lub poezji jako samego zjawiska. Wykorzystuję fenomen pisma, które raz jest znakiem, a raz nośnikiem konkretnych idei. Czasem przemycam coś własnego, czasem czerpię z tekstów, które mnie w jakiś sposób poruszyły. Fragmenty poezji się pojawiają, choć prace mają raczej charakter zbliżony do abstrakcyjnego, choć ja nie używam takich określeń w przypadku mej twórczości.

– Sądząc po tonacji barw inspirują Pana ponurzy poeci introwertyczni.

– To są pewne maski. Dziś powiedziała mi podczas wernisażu pewna pani: – Pan jest chyba permanentnie w depresji, a przynajmniej smutku. Tak jednak nie jest. Zawsze gęba moja się śmieje. W tych pozornie szarych pracach jest tak wiele niuansów, że czasem uważam, iż są one aż zanadto kolorowe. Czy wywołują smutek, czy wesołość – tym się nie przejmuję.

– Śp. Andrzej Łabiniec twierdził, że im dalej na wschód, tym literatura jest bardziej ponura. Zaczyna się od frywolnych tekstów poetów francuskich czy włoskich, a kończy na Teodorze Dostojewskim.

– Stara się pan włączyć mnie w debatę, czy brak słońca lub jego nadmiar wpływa na twórczość. Myślę, że nie aż tak bardzo. Czasami, owszem, potrzebujemy filozoficznych wyjaśnień. To jest jednak tak jak z pytaniem o to, jaką lubisz porę roku? Ja osobiście delektuję się każdą. Skandynawowie mówią, że nie ma złej pogody, są źle ubrani ludzie. Nasze humory mają znaczenie, ale nie przeceniajmy ich wpływu.

– Lubi Pan wystawiać w Bielsku-Białej?

– Bardzo. W ogóle lubię jako miejsce. To moje środowisko. Miałem tu wiele realizacji. W tej chwili nie mam jednak żadnych prac w przestrzeni miasta. Nadrzeczna rzeźba, która balansowała między placem obok Sfery, a rzeką, przestała balansować. Ptaki spod fabryki odfrunęły. Moje prace mają bowiem efemeryczny charakter. Jak się tylko pojawi okazja do następnego projektu, to zrobię wszystko, żeby nie odmówić.

Wystawa pt. „Szare wiersze i inne prace” w galerii „Na Piętrze” w „Kubiszówce” potrwa do 18 listopada 2016 r.