Gość w dom…



– Dlaczego zaangażował się Pan w ruch pomocy uchodźcom?

– Moja działalność w ruchu zaczęła się już wcześniej, choć dopiero w ostatnim roku wydarzyło się dość dużo ze względu na wykorzystanie kwestii związanych z uchodźcami w kampanii wyborczej i ogromnej ilości kłamstw, które wypowiedziano i zaszczepiono w ludziach w Polsce. Konsekwencje tego widzimy w Europie. Polska nie wykazała się solidarnością z krajami europejskimi i nie przyjęła uchodźców. To dla mnie kwestia podstawowa. Nie głosowałem na tych, którzy nami rządzą i nie mam zamiaru czuć wstydu za nich. Wiem, że w Polakach jest dużo współczucia dla uchodźców, co wielokrotnie, my Polacy, pokazywaliśmy. Mamy przecież przysłowie: Gość w dom, Bóg w dom! Ono nie wzięło się znikąd! Mamy ogromne tradycje gościnności i tolerancji. Teraz jednak musimy wziąć się do pracy u podstaw i usunąć uprzedzenia, które władze nasze wrzuciły Polakom do głów po to, żeby się nie różnić. Jestem obywatelskim aktywistą i dla mnie najważniejszą sprawą jest szukanie możliwości współpracy pomiędzy ludźmi. Najbardziej interesuje mnie bielskie podwórko, dlatego też większość działań realizuję w Bielsku-Białej. To mnie skłoniło, żeby z innymi bielszczanami zorganizować akcję „Bielszczanie dla Aleppo”.

– Kto jest twórcą inicjatywy „Bielszczanie dla Aleppo”?

– „Inicjatywa” dlatego, bo nie jesteśmy żadnym stowarzyszeniem. To jest grupa nieformalna. W większości są to znajomi i znajomi… znajomych, którzy już wcześniej podejmowali takie działania, zwłaszcza w przypadku pomocy Nepalczykom po trzęsieniu ziemi. Robili to m.in. w ramach Polskiej Akcji Humanitarnej, która cieszy się w naszym kraju szacunkiem. Teraz również z nią współpracujemy, gdyż są tam ludzie, którzy znają się na rzeczy. Jestem zaangażowany w różne inicjatywy obywatelskie, a na co dzień pracuję w edukacji ekologicznej. Nb. ruch uchodźców z Syrii jest związany również z brakiem wody. Już od 2006 r., gdy pojawiła się tam pierwsza susza, nastąpiły migracje ludności. To są korzenie całego tego procesu. Zorganizowaliśmy się wokół pomocy Syryjczykom, koncentrujemy się wokół strony na facebooku „Bielszczanie dla Aleppo” oraz bieżących działań.

– Dużo ludzi popiera akcję pomocy dla Syryjczyków w Bielsku-Białej?

– Akcja jest ogólnopolska. Już w kilkunastu miastach mieszkańcy podjęli się zbierania petycji do rad miejskich, aby przyjąć rodzinę syryjską. Sprawa jest dość skomplikowana, bo bezpośrednio nie da się przyjąć rodziny w tej chwili. Ruch nasz ma na celu jednak edukować mieszkańców, żeby wiedzieli, na czym polega tragedia Syryjczyków. Przekonujemy, że mogą pomóc Syryjczykom i że nie wiąże się to absolutnie z zagrożeniem. Pomaganie osobom, które uciekają przed wojną, powinno być naszym obowiązkiem. Czy mamy myśleć tylko o własnych tyłkach? Główną przeszkodą jest chaos medialny, „pompowany” przez ksenofobiczne środowiska prawicowe. Dlatego nie jest łatwo trafić do ludzi z tą informacją. Po wybuchu w elektrowni jądrowej w Japonii Polaków dużo łatwiej było przekonać do pomocy bogatym Japończykom niż w tej chwili Syryjczykom, którzy od pięciu lat mają wojnę w swoim kraju i uciekają do krajów ościennych – oprócz Arabii Saudyjskiej.

– Przykre, że Polacy są tak nieczuli. W czasie wojny wiele krajów, nawet egzotycznych, jak Persja, Indie, Rodezja, RPA czy Meksyk, pomagało polskim sierotom lub półsierotom – uchodźcom ze Związku Radzieckiego. Jednym z uchodźców był Jerzy Krzysztoń, który napisał o tym powieść „Krzyż Południa”. W Teheranie w 1943 r. urodził się inny twórca Bogusław Sławomir Kunda. 733 polskich dzieci oraz 105 opiekunów przygarnęła Nowa Zelandia w ośrodku Pahiatua! Wiele rodzin polskich to rodziny dotknięte wojną, okupacją i uchodźstwem. Wydawać by się mogło, że z tego powodu łatwiej nam pomagać podobnym rodzinom z innych krajów…

– Pod wpływem propagandy miejsce naturalnej empatii wypełnia lęk! Przestaliśmy patrzeć na uchodźców jako ludzi, którzy potrzebują pomocy. Gdy zbieram podpisy, pojawiają się głosy, że nie chcemy absolutnie żadnych ludzi z Bliskiego Wschodu. Paranoję rozwija dosłownie kilka osób w Internecie! Wypisują pod artykułami rasistowskie brednie i czytelnicy zaczynają myśleć rasistowsko.

– W tym miejscu wypada zacytować Stanisława Lema, który stwierdził, że dopóki nie było Internetu, nie wiedział, że na świecie jest tylu kretynów!

–  W każdym razie ludzie, którzy mają rasistowskie uprzedzenia oparte na lęku, zaczynają zachowywać się irracjonalnie.

– Od 26 grudnia do 5 stycznia brał Pan udział w Marszu dla Aleppo z Berlina do Syrii. Czy w Europie Zachodniej też narasta niechęć do ludzi, którzy uciekają z krajów objętych wojną?

– Przeciwnie. Podczas pobytu w Niemczach moje spojrzenie na tych ludzi też się zmieniło i jeszcze bardziej abstrakcyjnie widzę obawy Polaków o ich przyjęcie. Oni są zupełnie normalni. Przedstawianie uchodźców jako terrorystów jest kompletnie irracjonalne. To tak jakby alianci w czasie wojny odmawiali pomocy Polakom, bo zdarzały się nam mordy na Żydach. Nie godzę się na to. Ideą Obywatelskiego Marszu dla Pokoju Berlin – Aleppo jest zwrócenie uwagi opinii publicznej w Europie na to, co się dzieje w Syrii. Zorganizowały to osoby, które już nie mogły znieść własnej bezsilności i narzekania. Marsz pomyślano w ten sposób, że całą trasę przejazdu uchodźców do Niemiec (tzw. szlak bałkański) przejdzie w drugą stronę pewna grupa, która się na to zdecyduje, a w poszczególnych krajach będą jej towarzyszyć przez jakiś czas inni ludzie. Kto będzie chciał i mógł. Wszyscy będą poruszać po drodze sprawy uchodźców. Ja szedłem tylko 200 km, ale „rekordzistą” była pewna polska rodzina, wracająca ze świąt z Francji, która dołączyła z trójką małych dzieci na trzy kilometry, żeby wziąć udział w tworzeniu tej pięknej idei. Wracam jednak do pytania. W czasie marszu miałem okazję – jako być może jedna z niewielu w Bielsku-Białej osób – spotkać się zarówno z Syryjczykami, jak i ich opiekunami z Niemiec. Podczas marszu byliśmy goszczeni właśnie przez ludzi, organizacje i instytucje, które opiekują się Syryjczykami i umożliwiają im aklimatyzację na miejscu. Były to bardzo wzruszające spotkania. Wszyscy się wzruszaliśmy. O wielu sprawach uchodźcy nie mogli bez łez rozmawiać. Magicznym pytaniem było, czy przyjechałeś sam, bo często byli to mężczyźni. Wtedy zazwyczaj pojawiały się łzy, bo okazywało się, że rodzina została w obozie. Nie było pieniędzy, żeby przyjechać razem. Były też miłe sytuacje. Młodzi Syryjczycy zaprosili nas na sziszę do domu, żeby pokazać, jak się urządzili, jak żyją. Przygotowali kolację. Okazało się, że gdyby nie bombardowania ich życie byłoby całkiem normalne – jak nasze. Bombardowania były jednak tak częste, że nie dało się ich unikać, więc w końcu zdecydowali się na ucieczkę szlakiem bałkańskim. Gdy pytaliśmy, dlaczego nie piją alkoholu, twierdzili, że bóg dał im rozum, żeby nie pili i nie prowadzili pod wpływem alkoholu samochodu.

– Wróćmy do inicjatywy „Bielszczanie dla Aleppo”. Zbieracie podpisy, żeby pomóc konkretnej rodzinie?

– To jedna strona naszej działalności. Staramy się wywrzeć nacisk przy udziale samorządu na rządzących w kraju, żeby nie zostawali biernymi. Myślę, że nasze dzieci będą się wstydzić w przyszłości za nich. Drugą sprawą jest działanie bieżące. Podjęliśmy współpracę z Polską Akcją Humanitarną, która pomaga bliskowschodnim uchodźcom już od 2013 r. Zbieramy więc dla PAH pieniądze na pomoc dla wewnętrznych uchodźców na terenie Syrii.

– Kto jest w Polsce przeciwny Waszym działaniom?

– Działania oporu wobec pomocy dla uchodźców inspirują ludzie skrajnej prawicy. Nacjonaliści podtrzymują stan lęku społecznego. Ostatnio czytałem w Internecie, po co ich sprowadzać, skoro wystarczy, że przejdą w Aleppo na drugą stronę miasta… Określić taką osobę, że ma brak woli, to mało. To jest obrzydliwe. Aleppo jest zrównane z ziemią. Obydwie strony się wzajemnie atakowały. Rebelianci atakowali stronę prezydenta Baszszara Hafiza al-Asada i odwrotnie. Samoloty rządowe – syryjskie i rosyjskie atakowały mieszkańców. Po obu stronach miasta ginęli cywile. W całym mieście nie ma ani jednego czynnego szpitala. Osoby, które podtrzymują lęk przed uchodźcami i fałszywie ich przedstawiają, postępują podle. Te niesprawdzone informacje przyjmują później ludzie normalni jako prawdę! Powtarzają ją i powielają uprzedzenia. W konsekwencji to prowadzi do eskalacji złości i nienawiści. Przykładem jest to, co działo się w Ełku. Później w całej Polsce doszło do przypadków agresji na osoby niezwiązane z całą sytuacją, osoby różnej narodowości i religii. Tylko dlatego, że byli obcokrajowcami lub prowadzili budkę z kebabem. To działanie irracjonalne. W tym samym czasie doszło w Polsce do kilkunastu zabójstw i nikt z tego powodu budek nie podpalał.

– Władza znalazła natomiast znakomity argument na to, żeby nie przyjmować uchodźców…

– Tak. Twierdzą, że w tej sytuacji nie mogą uchodźcom zapewnić bezpieczeństwa. Państwo nasze okazuje bezradność wobec uprzedzeń i nienawiści. Caritas Polska przygotowywała się do stworzenia korytarza humanitarnego dla uchodźców na podstawie projektu, który działacze CP obserwowali we Włoszech. Tamtejszy korytarz humanitarny uratował około 300 rodzin. W Polsce Caritas miał uratować około 40-50 rodzin, ale na to również nasz rząd się nie zgodził, w zasadzie pod podobnym pretekstem. Stwierdził, że nie jest w stanie zweryfikować, kim są rodziny… Jest to absolutna nieprawda. Rodziny były weryfikowane już tam na miejscu. Trwało to około miesiąca. Tak działo się w przypadku korytarza włoskiego. Rząd nasz unika odpowiedzialności. Twierdził kiedyś, że będzie pomagał na miejscu Syryjczykom. Na przykładzie ubiegłego roku widać, że to też są manipulacje. Owszem wydawano pieniądze na pobyt w obozach, ale nie dla Syryjczyków w ich kraju. Tam ani złotówka nie została wydana. Widać brak chęci, brak woli, znieczulicę.

– Rządowa znieczulica?

– Można tak powiedzieć. Na zakończenie powiem o dwóch spotkaniach  z Janiną Ochojską w piątek 13 stycznia, które zaplanowaliśmy w Zespole Szkół Plastycznych (od 9.00 do 11.00) i LO im. Mikołaja Reja (od 11.00 do 13.00). Chcemy dotrzeć do ludzi, którzy żyją facebookiem. W przyszłym tygodniu w środę spotkam się natomiast z mieszkańcami w Grawitacji. Opowiem o Marszu dla Aleppo z Berlina do Syrii. W przyszłym miesiącu natomiast zorganizujemy koncert w plenerze.

 Rozmawiał Jan Picheta