Preisner jest z Bielska-Białej



Nowy numer rocznika posiada nową szatę graficzną autorstwa Agnieszki Nowińskiej i Piotra Wisły, a co za tym idzie: nowy estetyczny wyraz. Zawiera ponad 40 tekstów o ciekawych, a nawet fascynujących postaciach naszego regionu, pojmowanego bardzo szeroko, gdyż od powiatu bielskiego po Żywiecczyznę i Śląsk Cieszyński – w tym Zaolzie – aż po Ostrawicę. Do kategorii niezwykłych osobowości na pewno należy światowej sławy kompozytor Zbigniew Preisner, z którym rozmawiała Małgorzata Skórska. Oto fragmenty tekstu „Bielsko-Biała – moja miłość”:

——————————————————-

– Mój dom rodzinny znajdował się przy ul. Wzgórze 11, tam gdzie dzisiaj jest Klub Nauczyciela – vis a vis Zamku Sułkowskich, w którym mieściło się Liceum Sztuk Plastycznych.

Pamięta Pan obraz „tamtego” Bielska-Białej?

– Bielsko-Biała to były piękne, stare, poniemieckie wille, a głównymi ulicami jeździł – uwielbiany przeze mnie tramwaj – od dworca ulicami 3 Maja, Zamkową, Partyzantów aż do Cygańskiego Lasu. Nic więcej nie było. To były siermiężne czasy. Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 1 im. Bohaterów Westerplatte przy ul. Modrzewskiego. To była stara szkółka, którą potem przez chwilę remontowali i przenieśli nas dalej – chyba do „Siódemki”. (…) teraz sobie przypomniałem nazwisko koleżanki z podstawówki – Ela Naszczak. Pamiętam też kolegę, który nazywał się Wiesiek Pezda. Pamiętam jeszcze jedno nazwisko – Moisidis Agapi, ponieważ  dostałem lanie od ojca pierwszy raz w życiu! Zabawne, bo to była mała Greczynka, a ja kocham ten kraj… W Bielsku-Białej było duże skupisko uchodźców greckich. Bawiliśmy się w domu w chowanego. Schowałem się tak nieszczęśliwie, że szafa się przewróciła i spadła na tę dziewczynkę. Nic się jej poważnego na szczęście nie stało, ale rodzice jej przybiegli do moich rodziców i dostałem lanie, bo o mało co, a spowodowałbym poważny wypadek. Nie wiem, co się z tą panią dzieje dzisiaj, ale serdecznie ją pozdrawiam! (…)

– Nad czym Pan teraz pracował w Krakowie?

– W Krakowie nie pracowałem nad niczym. Przyjechałem żeby załatwić parę spraw. Zaraz wracam do Grecji. Kończę muzykę do spektaklu, który będzie się nazywał „2016 Dokąd?” – na podstawie myśli Seneki i poezji Ewy Lipskiej – premiera 10 listopada we Wrocławiu. Zapraszam. Chcę, żeby ten koncert był moim pożegnaniem. Czas na emeryturę.

– Ubolewam nad tym, że w naszym kraju już nie będzie można usłyszeć Pana kompozycji  na żywo…

– „Dobra zmiana”… Przyjdą inni. 13 marca w 20 rocznicę śmierci Krzysztofa, grałem koncert w Brukseli na zaproszenie rządu belgijskiego z transmisją na Europę. Tymczasem „dobra zmiana” potrafiła zrobić coś takiego: W grudniu w roku, który sama ogłosiła „Rokiem Krzysztofa Kieślowskiego”, odbędzie się we Wrocławiu wręczenie Europejskich Nagród Filmowych. Po raz drugi w Polsce pierwszą Europejską Nagrodę dostał Kieślowski za „Krótki film o zabijaniu”. I tam miał się odbyć koncert Preisner conducts Kieślowski. Ogłoszony w ramach obchodów Europejskiej Stolicy Kultury. Dwa lata temu!!! „Dobra zmiana” odmówiła jednak pieniędzy na ten koncert. To, bardzo proszę, róbmy koncerty smoleńskie, róbmy opery o Matce Boskiej, róbmy musicale o fantastycznym świętej pamięci prezydencie Lechu Kaczyńskim. Proszę bardzo, moje miejsce w tym pociągu Polska się zwolniło! W wagonie pod tytułem „muzycy, kompozytorzy, artyści” jest wolne miejsce…

——————————————–

Kalendarz Beskidzki został w tym roku uhonorowany Nagrodą SDP im. Aleksandra Milskiego w kategorii czasopism regionalnych. Podczas wręczania nagród laudację wygłosił jeden z jurorów konkursu, publicysta, krytyk literacki, prozaik Wojciech Piotr Kwiatek, który powiedział: – Gdy bierze się do ręki Kalendarz Beskidzki, pierwszym wrażeniem jest zdziwienie, że może być aż tak dobrze w czasach, gdy powszechne jest obniżanie wszelkich standardów. Prasa lokalna – żeby się utrzymać i znaleźć pieniądze – obniża standardy dziennikarskie i poligraficzne albo, co jeszcze częstsze, w dramatycznym poszukiwaniu sponsorów i reklamodawców zamienia się w końcu w coś na kształt słupa ogłoszeniowego lub ulotki wydrukowanej przez hipermarket. O niczym takim w przypadku Kalendarza Beskidzkiego nie ma mowy. To pismo nie obniża standardów – ani zawodowych, ani poligraficznych. W gruncie rzeczy przestaje być typowym pismem lokalnym (oczywiście „lokalnym” nie znaczy „zaściankowym”), a staje się polityczno-społecznym almanachem intelektualnym.

Kalendarz Beskidzki jest dostępny w siedzibie wydawcy – Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia przy ul. Krasińskiego 5 A oraz bielskich księgarniach, głównie w Klimczoku. (jp)