Tegoroczny finał Męskiego Grania obfitował w wiele zaskakujących momentów. Fenomenem tego projektu jest fakt, że to właśnie na Męskim Graniu tradycja muzyki rockowej odżywa w zupełnie nowych formach. Wykonawcami są artyści, wyznaczający trendy w muzyce rockowej, o czym świadczyć może ich ciągła obecność na trójkowej liście przebojów. Jednocześnie, muzycy ci, poszukując nowych interpretacji rockowej klasyki, sięgają do źródeł polskiej muzyki rozrywkowej.

Prowadzącym imprezę był Piotr Stelmach, znany z anteny Trójki chociażby z kultowej audycji „Offensywa”. Złamana ręka nie przeszkodziła mu w nieustannym przekazywaniu pozytywnej energii w stronę publiczności.

Na początku wystąpił GrubSon, który jak zwykle połączył hip-hop z innymi gatunkami muzyki, okraszając to wszystko ciekawymi tekstami. Zaraz po nim na scenie pojawił się zespół Kamp!, który zaprezentował elektro popowe utwory, odkrywające na nowo brzmienia z lat osiemdziesiątych.

Mówiąc o powrocie do źródeł rocka, wspomnieć trzeba o projekcie Obywatel G.C. 2.0., w ramach którego Andrzej Smolik wraz z Melą Koteluk, Błażejem Królem, Piotrem Roguckim oraz Skubasem przypomnieli utwory Grzegorza Ciechowskiego. Niedawne piętnastolecie śmierci lidera Republiki było okazją do przypomnienia twórczości wielkiego muzyka i poety. Nowe aranżacje utworów Ciechowskiego odbiegały znacznie od oryginału, będąc jednocześnie twórczym hołdem, złożonym wielkiemu artyście.

Zespół Coma zagrał kilka energetycznych utworów. Lider zespołu Piotr Rogucki jak zwykle dał z siebie wszystko. Występ uświetniła Marcelina.

Następnie na scenie pojawiła się Brodka, która żartobliwie stwierdziła, że jako jedyna z występujących artystów pochodzi z Żywiecczyzny, co oczywiście publiczność przyjęła gromkimi oklaskami. „Horses”, ‚Varsovia” czy „Granda” to tylko niektóre tytuły utworów, które artystka przypomniała tego wieczoru.

Równie ciekawy był występ Fisz Emade Tworzywo. Ubrany na czarno i początkowo stonowany Fisz, porwał publiczność, stopniowo rozkręcając atmosferę.

Nie zawiódł oczywiście Tomek Ørganek, prezentujący m. in. utwory z ostatniej płyty „Czarna madonna”. Był mroczny, tytułowy utwór, a także bluesowy „Ki Czort” czy przebojowe „Mississippi w ogniu”. Do tego sporo starszych piosenek z pierwszej płyty „Głupi”. Przed koncertem mieliśmy okazję porozmawiać z Tomkiem Ørgankiem. Zapis rozmowy znajdziecie tutaj.

A na koniec crème de la crème czyli wielki finał w wykonaniu Orkiestry Męskiego Grania. I tutaj było najwięcej niespodzianek. „W deszczu maleńkich, żółtych kwiatów” Myslovitz we wzruszającym wykonaniu Ørganka i Brodki, „Nie wierzę politykom” zespołu Tilt buńczucznie wyśpiewane przez Arkadiusza Jakubika, a także śpiewane przed laty przez Piotra Fronczewskiego „King Bruce Lee karate mistrz” w nowej odsłonie Piotra Roguckiego czy „Hi Fi Superstar” z repertuaru grupy Wanda i Banda, zagrane przez Orkiestrę aż dwa razy. I oczywiście hymn tegorocznego Męskiego czyli „Nieboskłon”. Na scenie zagościła także Małgorzata Ostrowska oraz Miuosh.

 

Na uwagę zasługuje wysoki poziom występów na małej scenie. Gośćmi byli, zakochani w twórczości Joy Division, Heart&Soul, a także Bownik (którego wizytę następnym razem już na dużej scenie żartobliwie zapowiedział pełen uznania Piotr Stelmach), łagodnie kołyszący Paweł Domagała oraz przebojowy Sorry Boys. Pierwszy i ostatni zespół łączy osoba charyzmatycznej wokalistki Beli Komoszyńskiej.

Żywiecki finał to seria koncertów, wieńczących trasę Męskiego Grania. Zanim Orkiestra zagra w Żywcu, występy odbywają się również w Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Gdyni, Krakowie i Warszawie.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Wawak
Fragmenty występów można obejrzeć na profilu facebookowym portalu BB365.info

Komentarze