W niedzielę 3 grudnia w Klubokawiarni Aquarium występ dał jeden z najoryginalniejszych młodych polskich zespołów. Hańba to czterech muzyków: Andrzej Zamenhof (banjo, śpiew), Tadeusz Król (akordeon, klarnet), Adam Sobolewski (bęben, grzebień, śpiew) i Ignacy Woland (tuba, śpiew). Określają się jako zbuntowana orkiestra podwórkowa, grająca folkcore lub też jako „głos ulicy, ucho tłumu, oko nienawiści i pięść wymierzona w twarz Sanacji!”. Brzmi nieprawdopodobnie? Zatem oddajmy głos artystom:

– W 1931 roku na krakowskim Podgórzu powstała orkiestra podwórkowa. Nie była to jednak kolejna zwykła kapela, lecz orkiestra zbuntowana, śpiewem i muzyką piętnująca nieprawość, gwałt i wszelkie bezeceństwa otaczającej ją rzeczywistości międzywojennej Polski, która była o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się nam dzisiaj zdawać…
Zbuntowana Orkiestra Podwórkowa „Hańba!” jest muzyczno-literacką fikcją udowadniającą, że punk rock nie powstał na Wyspach Brytyjskich w hałaśliwych latach 70., lecz stworzono go w burzliwych czasach II Rzeczypospolitej, które były nie tylko rozkwitem kultury, sztuki i techniki, ale również okresem niszczenia demokracji, autorytarnych rządów Sanacji i jej imperialistycznych zapędów. Czterech krakowskich muzyków przy pomocy podwórkowego instrumentarium (banjo, bęben, akordeon, tuba) oraz wsparciu międzywojennych poetów (Tuwima, Brzechwy, Broniewskiego) wciela się w wykreowane postacie i łączy muzyczne inspiracje (punkowe, folkowe, klezmerskie), aby stworzyć własną opowieść o tym najbardziej „literackim” okresie w historii Polski – jak przeczytać możemy na Facebooku grupy. 

Nie dziwi, więc fakt, że przed koncertem w Aquarium, publiczność usłyszała, że mamy rok 1937 i znajdujemy się obok bielskiej synagogi w środku wielokulturowego Bielska. Hańba zabrała swych fanów w podróż do Polski sprzed dokładnie osiemdziesięciu lat – kraju autorytarnie rządzonego przez sanacyjną władzę, wstrząsanego politycznymi awanturami (skąd my to znamy?), niepokojonego walką narodowców z komunistami, przerażonego niemieckimi zbrojeniami, nie wolnego od żydowskich pogromów. Łącząc dawne, uliczne melodie z punkową energią, muzycy porwali publiczność, zacierając nieco granicę między występem scenicznym, a skoczną potańcówką, organizowaną gdzieś w przedwojennej karczmie. Artyści kilka razy zeszli ze sceny w tłum fanów, powodując, że ci nie mogli powstrzymać się przed tańczeniem i pokrzykiwaniem w rytm skocznych melodii. W efekcie Hańba zagrała aż dwa bisy, a bielszczanie przekonali się na dobre, że międzywojnie to nie tylko Hanka Ordonówna i Eugeniusz Bodo 😉

Tekst i zdjęcia: Tomasz Wawak

Komentarze