Kawiarnia filozoficzna: Co z tym Mieszkiem? 

termin: 28.12.2017 godz. 20:00
miejsce: Bielsko-Biała, Pub Słodownia, Rynek 1  
wstęp: wolny
kategoria: spotkania


Serdecznie zapraszamy na 259 spotkanie dyskusyjne z cyklu “Kawiarnia Filozoficzna”.

Czwartek, 28.12, godz. 20.00
Pub SłodowniaRynek 1  

Temat: Co z tym Mieszkiem?

Teksty:
1. Przemysław Urbańczyk, Co się stało w 966 roku? (fr.)
2. Michał Kara, Problematyka genezy państwa Piastów w nowszych poglądach archeologów polskich
3. Dariusz Sikorski, O co chodzi w sporze historyków o początki państwa Polskiego?

Tekst uzupełniający:
4. Kacper Pobłocki, Piastowski Blitzkrieg

Wprowadzenie – Artur Pałyga i Maria Trzeciak

___

Wielkopolanin Mieszko, książę Polan, zjednoczył ziemie wszystkich plemion prapolskich, tworząc państwo, które wprowadził następnie do cywilizowanej Europy przez ochrzczenie się w 966 roku. Następnie sprawnie skłonił swoich poddanych do przyjęcia nowej religii. Tym samym związał Polskę z chrześcijańskim Zachodem, czyniąc ją trwałym elementem europejskiej sceny geopolitycznej.

Ta prosta opowieść, znana każdemu uczniowi, który zapamiętał podstawowy kurs historii, ma jedną zasadniczą wadę —  jest w znacznej części wątpliwa, a w niektórych punktach nawet nieprawdziwa!
(…)
Wydawało się, że „Polanie”, „Piastowie” i „Polska” to pojęcia nierozerwalnie ze sobą splecione w triadę definiującą podstawy naszej tożsamości narodowej. Wywodzono ją od starodawnego plemienia ponoć zamieszkującego niegdyś ziemie centralnej Polski. To z niego miał się wywodzić ród władców, którzy dali początek dynastii piastowskiej, stopniowo podporządkowując sobie sąsiednie plemiona, które uznały przodującą rolę Polan w jednoczeniu pokrewnych sobie plemion prapolskich zwanych kiedyś lechickimi. Kulminacją tego procesu łączenia się pokrewnych sobie ludów w jedno państwo terytorialne miało być objęcie władzy zwierzchniej przez naszego pierwszego historycznego władcę Mieszka I. Podporządkowane sobie tereny nazywał on ponoć „państwem gnieźnieńskim”, a własnym nawróceniem się w 966 roku dał przykład swoim poddanym, którzy zgodnie poszli w ślady swojego władcy. Ten akt założycielski dał początek chrześcijańskiemu państwu, które mimo wielu zawirowań historycznych przetrwało aż do dzisiaj.

Ta ładna w swojej dydaktycznej prostocie opowieść z trudem wytrzymuje krytykę uzasadnioną faktyczną, a nie domyślaną zawartością dostępnych źródeł oraz nowoczesną wiedzą o procesach państwotwórczych. Jej dobroduszny ewolucjonizm, sugerujący powolne narastanie czynników gospodarczych i politycznych, które niejako automatycznie zaowocowało wyłonieniem się scentralizowanego państwa, nie da się pogodzić ze współczesnymi koncepcjami, w których kładzie się nacisk na realizowanie władczych ambicji klanów przywódczych, skupionych głównie na swoim interesie rodowym i niestroniących od stosowania przemocy. To nie pierwotny „patriotyzm”, lecz praktyczny egoizm legł więc u podstaw scentralizowanych państw.
(…)

Ulokowany tradycyjnie w 966 roku chrzest Mieszka I, nazywany na wyrost „chrztem Polski”, jest dzisiaj fundamentalnym elementem narodowej samoświadomości Polaków. (…) Nadano mu bowiem rangę początku historii narodowej, co skutecznie utrudnia racjonalną refleksję nad faktycznym stanem naszej wiedzy o tych odległych czasach. Okołorocznicowy entuzjazm podsycany przez intensywną kampanię medialną jeszcze bardziej zaciera granicę między informacją a interpretacją, między podstawą wnioskowania a wnioskami, czy też między wiedzą a narracją. Wszystko to zlewa się w jedną zmitologizowaną całość bez zachowania należnej dozy krytycyzmu badawczego.

Jubileuszowy przypływ zainteresowania tym, co się stało w 966 roku, prowokuje różne wypowiedzi. Swoje opinie formułują fachowcy od dziejów wcześniejszego średniowiecza, zawodowi popularyzatorzy wiedzy historycznej, jak też amatorzy, wśród których nie brak i polityków przeświadczonych, że znają się na wszystkim. Łączy ich wszystkich zbożna chęć umocnienia samoświadomości historycznej Polaków, którym skomplikowana przeszłość i teraźniejszość odbierają poczucie jedności. Szukanie jej w odległych czasach może się jednak okazać płonne, bo ówczesna jedność, choćby tylko religijna, jest tylko pięknym, lecz dalekim od prawdy mitem.

Zakorzenienie wspólnej drogi w pradziejach stwarza pozornie bezpieczne forum poszukiwania narodowej wspólnoty. Bardzo odległe czasy wydają się niekonfliktowym, bo dawno minionym światem, który nie powinien wzbudzać emocji prowokowanych przez współczesne debaty i podziały. Daleka przeszłość jawi się jako stabilna w swojej obiektywnej niezmienności. Wystarczy ją tylko sformatować odpowiednio do potrzeb percepcji współczesnych konsumentów strumienia informacji, karmionych na co dzień skrajnie uproszczonymi przekazami.
(…)

Uczciwe „położenie na stole kart”, którymi teraz dysponujemy, powinno więc skłonić niektórych do refleksji nad trudną do uchwycenia wielowymiarowością przeszłości, której nie da się zredukować do jednej, kanonicznej i niezmiennej wizji. Skutki takiego zastanowienia będą dużo bardziej wartościowe od biernego skonsumowania gotowego dania — może niezbyt wyrafinowanego, ale łatwo przyswajalnego. Wielkie jubileusze powinny być nie tylko okazją do świętowania, ale też pretekstem do refleksji nad niepewną materią historii — również tej, którą uważamy za niepodważalną.

Spróbujmy więc zmierzyć się z „naszym” rokiem 966, przyglądając się jego rozmaitym uwarunkowaniom historycznym — zarówno tym poprzedzającym go, jak i późniejszym. Będzie to nie tyle udzielenie autorytatywnej odpowiedzi na pytanie: „Co się naprawdę stało?”, ile raczej autorska próba opowiedzenia: „Co mogło się wówczas stać?”. (…) Nowe spojrzenie wymaga jednak wyjścia poza sztywne ramy obowiązującego kanonu interpretacyjnego. Nie chodzi o zastąpienie jednej interpretacji przez jej bezwzględną alternatywę, lecz o pogłębienie świadomości tego, jak trudno jest dotrzeć do przeszłości — tym trudniej, im bardziej jest odległa.

Przemysław Urbańczyk

Komentarze