Kawiarnia Filozoficzna

termin: 14.09.2017 godz. 20:00
miejsce: Celna10, Bielsko-Biała, ul. Celna 10
kategoria: spotkania


Serdecznie zapraszamy na 254. spotkanie dyskusyjne z cyklu: Kawiarnia Filozoficzna.

Temat: 

Ideologia popkultury 

Tekst:

  • Przemysław Witkowski, Chwała supermanom. Ideologia a popkultura (skrót)

Wprowadzenie:

Leopold Hess

Gdzie wyzyskuje Bruce Wayne? Czy humanoidalne małpy to wykluczeni? Jaki związek mają zombie i partie socjaldemokratyczne? Co ma Batman do bailoutu? Czy Carrie Bradshaw skończy z ogoloną głową, pędzona ulicami Nowego Jorku? Dla kogo naprawdę pracuje doktor Duraj? Za jaką cenę geje kupili sobie akceptację? Co ma wspólnego Ragnar Lodbrok z Donaldem Trumpem? Dlaczego boimy się Mariusza Trynkiewicza? Kogo podnieca Sasha Grey, a kogo Magda Gessler? Czy bieda jest sexy? Gdzie skończy Justin Bieber? Dlaczego Miley Cyrus pozuje nago dla Terry’ego Richardsona? Czemu polskich żołnierzy w Afganistanie zajmuje tak bardzo kwestia aborcji? Ile wspólnego mają Cichociemni z Johnem Rambo? Jaką lekcję historii naprawdę przerabiamy płacąc w sklepie za bułki? I co na to wszystko Sherlock Holmes?

Warto zadawać sobie właśnie takie pytania i zbadać nieco dokładniej fantazje, jakie oferuje nam popkultura. Przyjrzeć się wnikliwie pozornie przezroczystym strukturom i zlokalizować ich korzenie, obejrzeć pod światło ich owoce. Paradoksalnie, pozornie bezideowe programy rozrywkowe czy seriale okazują się być często bogatym złożem bardzo politycznych konceptów i struktur. Są ważną i sprawnie działającą częścią sieci aparatów, dzięki którym władza może reprodukować się w postaci, przekonującej dla widzów, opowieści o sobie. Kultura masowa i rozrywka mają kluczową rolę w aksamitnym transferze wzorów i wartości. Na pierwszy rzut oka niewidoczne i ubrane w atrakcyjne kostiumy, z łatwością przenikają do wyobraźni konsumentów. Często uznawane za powierzchowną rozrywkę, filmy akcji, horrory, seriale, programy, portale plotkarskie przy bliższej analizie, okazują się mieć wbudowany w sobie silny komponent ideologiczny. Nasz wygląd, czas wolny, dieta czy stroje wynikają często z naszych doświadczeń z popkulturą. Jej pozorny chaos kryje w istocie rzeczy konserwatywno-liberalną hegemonię, na terenach byłego Bloku Wschodniego dodatkowo zabarwioną nacjonalistycznie. Jej bohaterowie to żywe reklamy towarów i usług, a jej narracje uprawomocniają zastany porządek. To dziedzina radosnej konsumpcji i marzeń o niej. Jednocześnie oferuje dobra i produkuje na nie apetyt. To gramsciańska hegemonia kulturowa w swojej najmocniejszej, ale i najbardziej aksamitnej postaci.

[…]

Pierwszym poważniejszym sygnałem, że coś obrzydliwego tkwi pod powierzchnią serialowej uładzonej mieszczańskiej rzeczywistości, było Miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha. Globalny hit sieci ABC wyznaczył początek nowej epoki. Dzięki niemu serial telewizyjny przestał być uznawany za gatunek podrzędny, a jego sukces otworzył drogę kolejnym twórcom, coraz bardziej eksperymentującym z konwencją. Produkcja ta, nakręcona przez reżysera kojarzonego wcześniej z filmową awangardą, zaskakiwała telewidzów niepokojącą atmosferą i paranormalnymi elementami narracji, typowymi raczej dla filmów grozy. Z drugiej jednak strony kampowe i melodramatyczne przedstawienie dziwnych postaci zaangażowanych w moralnie wątpliwe działania i ich perypetii było dość komiczną parodią struktury amerykańskich soap operas7. Model tego gatunku został przekształcony z ogromną surrealistyczną gwałtownością. Idealne amerykańskie miasteczko, po usunięciu cienkiej warstwy konwenansu, okazywało się miejscem kompletnie zdeprawowanym, w którym relacje kształtują przemoc i seks. Leland Palmer, na pierwszy rzut oka uczciwy prawnik, szanowany obywatel i kochający ojciec, ukazywał wraz z kolejnymi odcinkami swoje drugie ja, Boba – mordercę i narkomana, mającego romans z własną córką. Laura Palmer, pozornie ideał córki, piękna społecznica i prymuska, okazywała się być zarazem kokainistką, nimfomanką i luksusową prostytutką. Rodzina, cnota i praworządność, wspólnota i jej hierarchia, wszystkie te dominujące obyczajowe fantazmaty epoki Reagana, zostały pokazane jako sfery zakłamane, sztuczne, teatralne, obdarte z patetyczno-cukierkowatego charakteru nadawanego im przez zwolenników Moralnej Większości, a wszystko w prime time, nie w kinach studyjnych. Pilot serialu oglądało 33% wszystkich widzów w USA. Skala zainteresowania serialem była ogromna, a wszyscy łącznie z Homerem Simpsonem, z kultowego animowanego serialu The Simpsons, zadawali sobie pytanie – „kto zabił Laurę Palmer?”.

Specyficzną rolę grały w Twin Peaks elementy i motywy transcendentalne, parareligijne i niuejdżowe, a główny bohater serii, agent FBI Dale Cooper, używał regularnie niekonwencjonalnych metod dochodzenia.

[…]

Obok „buddyjskiej ucieczki” i teorii „spisku” istnieje jeszcze trzecia opcja narracyjna, którą od połowy lat 90. aż do początków kryzysu z 2008 r. uskuteczniały różne stacje telewizyjne. Wyparcie. Kiedy kryzysy gospodarcze wstrząsają podstawami naszego codziennego życia, ceny rosną, pieniędzy ubywa, a na ulicach miast pleni się drastycznie przestępczość, niepokój jest stały, zaś zło obecne i namacalne. Symbolizacja i pseudonimowanie nie wystarczają. Na ekranie trzeba zło okazać, przydać mu szlachetnego przeciwnika i zwyciężyć. Kiedy okazuje się, że droga jest wyboista, a i coraz trudnej wierzyć w osiągnięcie celu, chce się z telewizji słyszeć, że chociaż kierowca jest fachowcem. Dzięki dobrze skomponowanemu serialowi musimy zawierzyć, że aparaty władzy zaludniają nie tylko ludzie prawi, ale i prawdziwi eksperci. Bohaterowie, tacy jak policjanci, duchowni, lekarze, nauczyciele, uzyskują wtedy prawie nadludzkie moce. Szpital, urząd państwowy czy posterunek policji obsadzają niestrudzone anioły, których głównym celem jest zapewnić światu trwanie, mimo licznych złowieszczych przeciwności. Niezbędnym elementem seriali takich jak CSI, Agenci NCIS czy Bones są technologie godne NASA, gdzie hologramy, superkomputery i doskonałe odczynniki służą dzielnym bohaterom w poznaniu prawdy i przywracaniu społecznego porządku. Pewne ręce fachowców, uzbrojone w supertechnologie, zapewniają słuchających opowieści, że nawet jeśli ich los jest dziełem przypadku, to ktoś walczy o przywrócenie zaburzonego porządku. Świadomość, że gdzieś tam czuwa ekspert uzbrojony w najnowsze technologie daje upragniony, w globalnym pandemonium, spokój ducha. Policjanci i ich współpracownicy w tych produkcjach tworzą drużyny złożone w różnych proporcjach z wybitnych naukowców, niezłomnych atletów i atrakcyjnych modelek. Ich laboratoriów mogłoby pozazdrościć CERN, obwodu klatki piersiowej finaliści Super Bowl, wyglądu w bikini rozkładówka Sports Ilustrated. Czasem, jak w opowiadającym o supergrupie ekspertów – profilerów FBI Criminal Minds, bohaterowie zaprzęgają do pomocy psychologię. W innych wypadkach liczy się pełne oddanie pracy i zupełne pomieszanie jej z życiem codziennym, jak w opowiadającym o lekarzach z Chicago ER (Ostry dyżur). Ważne, żeby sprawa została załatwiona przez nadludzi, którzy stoją na straży, żeby nic się nie zmieniło i świat mógł trwać w niezmienionej formie.

Co jednak, gdy i nadludzkie moce nie wystarczą? Co robić, kiedy okazuje się, że narracja o prawych gigantach nie jest w stanie uzyskać przekonywującej mocy? Jak pokazuje mnogość seriali kolejnego typu należy sięgnąć po nową grupę bohaterów. Po postacie, którym pozwolono uzyskać naddatek przyjemności i odreagowania w dziedzinie niebezpośrednio powiązanej z materią naprawy zdeprawowanego świata. Tak, żeby w obronie naszego status quo, mogli działać ze zdwojoną siłą i skutecznością. W dobie utraty praw socjalnych, ludzie pragną wierzyć, że jeśli już posiadają jakieś formy zabezpieczenia, to są one zapewniane przez oddanych pracy, wybitnych specjalistów. Sam geniusz śledczy czy diagnostyczny był jednak niewystarczającym środkiem uspokajającym dla ludzi tracących powoli socjalny grunt pod nogami. W kolejnych produkcjach Anioła Stróża musiał zastąpić Diabeł Stróż. Dexter Morgan – pracownik policji będący zarazem zabójcą, Hannibal Lecter – genialny kanibal współpracujący z FBI w wyjaśnianiu morderstw, gang motocyklowy strzegący swojego miasteczka przed dilerami narkotyków i wielkimi deweloperami, prezydent USA Frank Underwood nie cofający się przed zabójstwem, Aleksander IV – papież truciciel i ojciec czworga dzieci, którym załatwia kościelne posady czy Gregory House, lekarz, narkoman i narcyz, to figury, które personifikują etap zwiększenia prerogatyw rządu w walce o przywrócenie poczucia bezpieczeństwa. Oprócz transgresywnych metod pracy ci bohaterowie mają jeszcze jedną wspólną cechę – są diabelnie skuteczni. Jeśli to konieczne, są gotowi przekraczać dawniej przypisane ich zajęciom etyczne granice, tak aby ostatecznie nic nie musiało się zmienić, w życiu tych, w których imieniu to czynią.

Dr Gregory House robi rzeczy, których nigdy nie powinien robić lekarz. Jest uzależniony od leków, kłamie, włamuje się do mieszkań pacjentów, śledzi ich, jest dla nich skrajnie nieuprzejmy. Jest jednak kuriozalnie mocno zaangażowany w osiągnięcie celu, jakim jest postawienie trafnej diagnozy i wyleczenie pacjenta. House, może nie budzić sympatii jako przyjaciel i współpracownik, ale twórcy serialu nie dają nam większych podstaw, żeby zwątpić w jego wiedzę i inteligencję. Praktycznie zawsze, leczony konwencjonalnymi czy niekonwencjonalnymi metodami, pacjent powróci do zdrowia, a jeśli nawet umrze, to wiemy doskonale, po oglądnięciu odcinka, że House zrobił wszystko, łącznie z hipnozą, kradzieżą i szantażem, aby tylko pacjentowi pomóc. Ci, którzy odpowiadają za nasze zdrowie zrobią wszystko, dosłownie wszystko, aby nas uratować – to zdaje się mówić ten serial. Należy jednak pozwolić im wyjść z normalnie przyjętych dla tej profesji granic. Pozwolić postawić się ponad, zwyczajowo przyjętym dla tej dziedziny, prawem. Warto zauważyć, że House sięga w procesie stawiania diagnozy po środki (czy też może techniki operacyjne?), które przynależą bardziej tajnej policji niż służbie zdrowia. Wszystko to pokazuje, jak daleko jesteśmy w stanie pozwolić na ingerencje w nasze prawa obywatelskie w sytuacji kryzysowej. Masowe dopuszczenie bez większych sprzeciwów, żeby lekarz pozwalał sobie na takie działania, to tylko odbicie sytuacji, kiedy dajemy się przeszukiwać, podglądać, nagrywać, itd. itd. w imię zachwianego poczucia bezpieczeństwa. Niezależnie od tego, ile ironicznych żartów by nam nie opowiedział, Gregory House jest Georgem W. Bushem medycyny.

Dexter Morgan jest z kolei jak Blade, łowca wampirów. W połowie sam należy do gatunku, który zwalcza. Jako morderca narodził się we krwi zamordowanej brutalnie matki. Jako mały chłopiec kilka dni przebywał zamknięty w kontenerze z jej ciałem. Ten gwałt na jego psychice zadziałał jak mordercze „uwiedzenie” i wykształcił w nim chęć zabijania. Przygarnięty jednak przez przybranego ojca, który uczy go „kodeksu przetrwania” w społeczeństwie, nabywa coś w rodzaju zewnętrznego, strukturalnego superego. Nie dzięki empatii, a trzymaniu się litery swojego „prawa”, jest w stanie korzystnie dla innych kanalizować swoje mordercze popędy. Jego imię znaczy po łacinie „prawy”, Morgan jest bowiem seryjnym mordercą seryjnych morderców.

[…]

Seks w wielkim mieście. Gdyby ktokolwiek pokusił się o zrobienie badań, ukuł jakąś fantastyczną metodologię i znalazł program do obróbki danych z jakiejś tajnej magicznej piwnicy polskiego start-upu, jestem skłonny pójść o zakład, że wyszłoby, iż serial ten zrobił więcej dla emancypacji kobiet w Polsce niż 20 lat działania wszystkich feministycznych grup razem wziętych. Aborcja, seks tylko dla przyjemności, choroby weneryczne, kobiety na kierowniczych stanowiskach – wszystko to w masowej recepcji pojawiło się w publicznej telewizji, zostało nazwane i uproblematyzowane właśnie w Seksie w wielkim mieście. Pozostaje jednak pytanie – tylko cóż to za emancypacja? I jaki dochód trzeba wykazywać, żeby z jej owoców skorzystać? Serial ten jest jednym z najważniejszych tekstów kultury przełomu wieków. Pozostaje pytanie: dlaczego? Czemu perypetie tych czterech kobiet kupujących przedmioty, wchodzących w relacje i błąkających się po ulicach wielkiego miasta stały się tak mocną figurą we współczesnej kulturze? Czemu dziewczyny na całym świecie chciały być piątą z nich i śledziły z zapartym tchem ich losy? Skąd ta fascynacja i wpływ na widownię?

[…]

Kiedy zapanował kryzys 2008 r. nad kinem popularnym zaczęło krążyć widmo – widmo rewolucji. Rewolucji, której się lęka, rewolucji przed którą ostrzega, rewolucji której się wypatruje. Niezależnie od stosunku do tej idei, motyw ów zaczął coraz częściej pojawiać się na ekranach naszych kin i telewizorów. Zapseudonimowany, ukryty pod płaszczykiem różnych gatunków, konwencji, ale występujący tyle razy, że trudno było przejść obojętnie wobec nasilenia jego obecności. Z racji dość realistycznego przedstawienia walki o władzę oraz bezpośredniego zakorzenienia w aktualnych problemach, kolejno: waszyngtońskich elit, dziennikarzy i policji, polityczność takich seriali House of Cards (2013-), Newsroom (2012-) czy The Wire (2002-2008) nie ulega wątpliwości. Wydawałoby się jednak, że dla składającej się po równi z komercji, konsumpcji i konformizmu popkultury nie ma nic odleglejszego niż idea rewolucji. Rewolucja to przecież gwałtowne przewartościowanie tego w co wierzymy i na czym opiera się nasze życie; to współdziałanie; to opór; to walka; to pozwolenie sobie na realizację alternatywnych scenariuszy ekonomiczno-społecznych; to wykluczeni i wyzyskiwani biorący władzę z rąk uprzywilejowanych i wyzyskujących; nic co by cieszyło firmy odpowiadające za kinowe hity. Nic co by cieszyło jakiekolwiek korporacje. Niewątpliwie obraz rewolucji poważnie kłóci się z wizją zgody klasowej, radosnej konsumpcji i ogólnej sytości, jaką sprzedaje nam kultura masowa. Hity kinowe i produkcje telewizyjne okresu kryzysu zdają się przeczyć temu obrazowi. Powstało sporo dzieł, w których rewolucja w sztafażu komiksowym, „retro” czy „science fiction” stała się kluczowym motywem dzieła. Temat, który wcześniej frapował głównie zaangażowanych filmowców w typie Kena Loacha (Ziemia i Wolność) czy Olivera Stone’a (Comandante) nagle znalazł swoje miejsce także w mainstreamie, tak że Sherlock Holmes i Batman nie mogą już pozostać w tej sprawie obojętni.

Przemysław Witkowski

Opis organizatora

Komentarze