Juliusz Wątroba ma bardzo liczne grono przysięgłych zwolenników, którzy wybaczą mu najcięższe grzechy, nawet recytację i śpiew. Przekonał nas o tym wystawiając w poniedziałek 14 listopada prapremierę śpiewogry „Pociąg pospieszny do miłości” na deskach Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Rudzicki poeta i satyryk, autor ponad 40 książek pełnych dowcipu i liryki, znajduje się ciągle w pełni sił twórczych. Tym razem stworzył śpiewogrę o nie najbardziej oryginalnej konstrukcji, ale z godnymi uwagi tekstami piosenek i fragmentami dobrych dialogów i ciętych ripost.

Fabuła przywołuje na myśl powieść Davida Baldacciego o podobnym tytule: „Zdążyć na Boże Narodzenie. Pociąg do miłości” (2002). Amerykański prawnik i pisarz umiejscawia akcję w konkretnej rzeczywistości, a nasz twórca śpiewogry – w bliżej nieokreślonej. W ten oczywisty sposób chce nadać swemu dziełu wymiar uniwersalny. Wiadomo: nie będzie tu żadnych konkretów, lecz uśmiech, nadzieja i łzy, które roni każdy z nas, nie tylko jacyś tam Amerykanie. Dwie osoby w pociągu wspominają swe miłości i mają nadzieję dostać od losu szansę na kolejne niekłamane uczucie. Czy jednak najdłuższa nawet podróż zakończyć się może na szczęśliwej stacji docelowej z napisem „Miłość”?

Sabina Głuch i Juliusz Wątroba próbują odpowiadać na to pytanie przy pomocy dialogu, wspomnień czy wreszcie piosenek. Doświadczona artystka teatralna i filmowa robi to ze sceniczną dezynwolturą już od chwili pojawienia się na widowni, gdy wciąga do „gry” b. prezydenta Bielska-Białej Zbigniewa Michniowskiego. Juliusz Wątroba jest fragmentami nazbyt poważny, jakby miłość była za wielkim dla niego obciążeniem. Co prawda stara się odtwarzać rolę człowieka, który za bardzo pragnie uczucia, tym niemniej zapomina o przestrodze Gintera Grassa: – Obciążeni ponad miarę ciężko biegną! Owszem, gdy trzeba ujawnić swój talent komiczny, wtedy staje się sobą. Nie musi nikogo grać. Wystarczy, że się uśmiechnie, a w oczach pojawi się błysk złośliwości czy żółci. Pociąg do miłości wkracza na stację z napisem „Dowcip”, z której rusza z lekkością „Lokomotywy” Juliana Tuwima.

Co prawda krytycy nie zaliczą lirycznych recytacji i śpiewu Juliusza Wątroby do kamieni milowych polskiego aktorstwa czy wokalistyki, ale sam występ we własnym spektaklu jest kamieniem milowym dla autora i jego zagorzałych sympatyków. Oto poeta z „dziury na górze” spełnił swe marzenia: został amantem mimo mikrych warunków głosowych i fizycznych –  mało zachęcającej aparycji wątłego i zarośniętego Belmondo. Oto partnerował niewieście znanej nie tylko z gry aktorskiej, ale także nieprzeciętnej urody. Oto napisał i skomponował śpiewogrę, w której sam wystąpił jako piosenkarz. Spektakl trzeba więc oglądać jako spełnienie marzeń. To wyjaśnia wszystko. I wybacza. Osobiście wolę jednak Juliusza Wątrobę satyryczno-złośliwego, gdy wylewa z siebie więcej żółci niż łez.

Jan Picheta

 „Pociąg pospieszny do miłości”. Tekst, słowa piosenek i muzyka: Juliusz Wątroba, reż. Sabina Głuch, scen. Agnieszka Nowińska, aranżacje: Mateusz Walach. Premiera w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej 14 listopada 2016 r. Obsada: Sabina Głuch i Juliusz Wątroba.

 

Komentarze