Śpiewak nie śpiewa



Z okazji Święta Niepodległości w bielskim Domu Muzyki odbył się 9 listopada koncert. Pianista Andrzej Jagodziński zaaranżował na jazzowo utwory wojskowe, powstańcze oraz mniej lub bardziej patriotyczne, np. Feliksa Konarskiego – Alfreda Schütza, Grzegorza Ciechowskiego, Krzysztofa Klenczona czy Lluisa Llacha / Jacka Kaczmarskiego. Pianiście towarzyszyli gitarzysta Janusz Strobel, trębacz Robert Majewski, kontrabasista Adam Cegielski (nb. absolwent bielskiego „Muzyka”), legendarny już perkusista Czesław „Mały” Bartkowski oraz wokalistki Anna Stankiewicz i Agnieszka Wilczyńska. W jazzowym wykonaniu odżyły niektóre piosenki, a „Maki na Mte Cassino” zachowały przejmujący smutek.

Wokalistka Anna Stankiewicz podczas krótkiego antraktu między piosenkami przypomniała słowa prezydenta Andrzeja Dudy, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Oczywiście każdy może powtarzać słowa swego idola. Tym niemniej parę lat przed obecnym prezydentem te same słowa wypowiedział prezydent Bronisław Komorowski, a dużo wcześniej papież Jan Paweł II. Uwieczniono je zresztą w 2000 r. na obelisku poświęconym „Solidarności” w Obornikach… Być może jednak zdaniem wokalistki to obecny prezydent powinien jako pierwszy wypowiedzieć te wiekopomne słowa? Ukłon Anny Stankiewicz w kierunku prezydenta Dudy był jednym z najbardziej zaskakujących momentów koncertu.

Drugim było pominięcie na zakończenie imprezy ostatniej zwrotki „Murów” hiszpańskiego barda Lluisa Llacha, zaadoptowanych na polski grunt przez Jacka Kaczmarskiego. Brzmi ona tak:

 

[Śpiewak]

Patrzy na równy tłumów marsz.
Milczy wsłuchany w kroków huk.
A mury rosną, rosną, rosną.
Łańcuch kołysze się u nóg…

 

Wymowa ostatnich słów tekstu Jacka Kaczmarskiego jest oczywista. Bardzo gorzka. Rewolucyjny tłum po zdobyciu władzy sam stawia mury, które przed chwilą zburzył! Zmiana jest zawsze taka sama… Tymczasem artyści występujący na niepodległościowym koncercie zapomnieli o ostatniej zwrotce. Anna Stankiewicz namawiała natomiast widownię do odśpiewania raz jeszcze wcześniejszego refrenu z optymistycznymi słowami: A mury runą, runą, runą… Czyżby „niepodległa artystka” i jej koledzy nie wierzyli, że mogą wyrosnąć nam w kraju mury? A może już rosną, a wokalistka o tym nie śpiewa…

Jan Picheta

 

 

 

Komentarze