Bielski klub „Miasto” słynie nie tylko z „Rockoszów”. We czwartki pojawiają się tam chętni do śpiewu z towarzyszeniem żywej muzyki. To ciekawa forma karaoke, którą wymyślił m.in. właściciel „Miasta” Bronisław Foltyn: – Wcześniejszy nasz klub przy ul. Staszica nazywał się „Rock Galeria”. Tam robiliśmy karaoke od wiosny 2014 r. To była pierwsza edycja naszej imprezy. Drugą edycję przenieśliśmy tutaj – powiada Bronisław Foltyn.

Inicjatywa wyszła od właścicieli klubu, a pomysł spodobał się muzykom zespołu „Impressed”, który tam grał. Można więc powiedzieć, że to pomysł wspólny. Właściciel klubu i muzycy chcieli zrobić coś innego niż tradycyjne karaoke, w którym didżej puszcza muzykę, a chętni do występów śpiewają.

– Nam chodziło o to, żeby ludzie występowali z prawdziwym zespołem na żywo, żeby wokaliści wchodzili na scenę i oswajali się z nią. Gdy do tego doszli sponsorzy, którzy ufundowali nagrody, spontaniczna zabawa – śpiewanie z zespołem – przerodziła się w konkurs talentów. Gdy pojawiły się nagrody, zaczęło przybywać wielu chętnych do śpiewania, zrobiliśmy więc imprezę na zasadzie turniejowej. Są eliminacje, ćwierćfinały, półfinały i finał. Pierwsza edycja zakończyła się wielkim finałem i teraz jest już druga. Pierwszą wygrała Karolina Lapczyk. Rywalizacja była bardzo ostra. W całym konkursie wzięło udział około 60 osób. Do ścisłego finału weszło dwanaścioro, ale to byli już gotowi wokaliści do zespołów. Paweł Mikler zajął drugie miejsce i robi teraz solową karierę. Zresztą kilka osób nagrało później płyty. W tym roku – po remoncie nowego lokalu – wróciliśmy do pomysłu. Teraz jesteśmy na etapie eliminacji, które potrwają do końca roku. W grudniu będą bodaj jeszcze trzy edycje. Każdy może przyjść i zaśpiewać. Chętnych oceniają poszczególni członkowie zespołu „Impressed” (Arkadiusz Bylica, Konrad Gruszka, Bartłomiej Kuźma, Robert Raś i wokalistka Ewa Sztuczka). Chodzi o poprawność. Jeśli ktoś poprawnie zaśpiewa piosenkę, to może liczyć na występ w następnym etapie. Później już będzie jury. Część konkursowa zaczyna się w styczniu. Wtedy odbędą się ćwierćfinały. W lutym dwa  półfinały. Finał odbędzie się prawdopodobnie 20 marca. Nasz pomysł jest unikalny. Nie słyszałem, żeby w okolicach ktoś inny wpadł na podobny – powiada właściciel klubu Bronisław Foltyn.

Karaoke cechuje duża rozpiętość zamiłowań muzycznych – od muzyki lat 50. po współczesne przeboje. W grupie występujących najwięcej jest osób w wieku studenckim, od 20 do około 30 lat. Zdarzają się też jednak ludzie po czterdziestce. Zespół „Impressed” ma w repertuarze ponad 160 utworów, głównie rockowych. Chętni przychodzą, proszą o dany utwór i występują. Jeśli zespół nie gra jeszcze danego utworu, to chętni do występów wpisują utwór na listę.

Gitarzysta zespołu Bartłomiej Kuźma powiada: – Jeśli zespół nie ma w repertuarze utworu, a ktoś chce koniecznie zaśpiewać, to są dwie możliwości. Może wejść na scenę z gitarą i wystąpić samodzielnie. Mamy także skrzyneczkę z propozycjami. Każdy, kto chce, wrzuca tam tytuły utworów, które – jego zdaniem – powinniśmy opanować. My, każdorazowo dwa utwory, które się powtarzają, przygotowujemy na kolejny czwartek.

Imprezę prowadzi wokalistka Ewa Sztuczka. Panuje nad listą chętnych, zapisami, repertuarem itd. Piosenkarka wspomina: – Zdarzyła się też sytuacja, że pewna dziewczyna nie chciała wrzucać tytułu utworu do skrzyneczki propozycji, a koniecznie zaśpiewać, więc wystąpiła a capella.

– Czasem bywa, że musimy kończyć imprezę, a jest jeszcze 20 chętnych do występów – twierdzi Bronisław Foltyn. – W tegorocznej edycji zwycięzca otrzyma tysiąc złotych. Będą też nagrody dla innych osób – dodaje właściciel „Miasta”.

Jak twierdzi Bartłomiej Kuźma, tysiąc złotych to u nas nadal bardzo dużo. Muzyk nie dziwi się zatem, że istnieje rywalizacja. – Chodzi zresztą także o prestiż. Impreza ma swoją rangę. Coraz więcej przychodzi, nie tylko tych, którzy chcą wystąpić, ale także tych, którzy chcą posłuchać. Moja żona zrobiła sobie tydzień temu imprezę firmową i jej koleżanki nie mogły uwierzyć, że to są amatorzy, a nie ludzie podstawieni, bo wszystko brzmi jak prawdziwy koncert. To nie tylko zabawa dla tych, którzy chcą śpiewać, lecz tych, którzy chcą słuchać. Dochodzą nowe twarze, ale ciągle przewijają się także te, które widzieliśmy na początku, ponad trzy lata temu. Stworzyło się grono przyjaciół, którzy ciągle z nami w czwartki świętują na karaoke.

Bronisław Foltyn powiada: – Oczywiście zostajemy w klimacie zabawy. Zawsze można zaśpiewać poza konkursem i większość osób tak to traktuje. Nie chodzi jednak tylko o samą zabawę ani sam konkurs. Chcemy ośmielić ludzi do występów scenicznych, żeby łatwiej przyszło im występować w innych poważniejszych imprezach czy konkursach takich jak bielski „Rockosz”. Karaoke to pierwszy etap do występów scenicznych. Chodzi o to, żeby człowiek spróbował, jak śpiewa się na scenie do mikrofonu z żywym zespołem, z monitorami, z publicznością… To nie tak, że piłeczka podskakuje i pokazuje, które słowo kiedy trzeba wyśpiewać. Tu jest tylko tekst i muzyka, ale jeśli ktoś ma talent, to daje sobie radę – uważa właściciel „Miasta”.

Na pewno daje radę Paweł Handzlik, jedna ze wschodzących gwiazd bielskiego karaoke, który w miniony czwartek zaśpiewał najwięcej utworów. – Śpiewam od kilku lat. Lubię śpiewać, kształcę się w tym kierunku, choć jestem tapicerem i pracuję w zawodzie. Lubię się prezentować publicznie. Gdy jeżdżę nad morze, a jest gdzieś karaoke, to także występuję. Bardzo często wygrywam – powiada Paweł Handzlik z Pisarzowic. Wokalista został już zauważony przez innych muzyków: – Mam kolegę z pracy, który zaproponował mi śpiew w zespole „Defekt”. Koledzy grali rok sami, dopóki mnie nie zwerbowali – wspomina piosenkarz.

– W nowej edycji pojawiło się kilka nowych twarzy, takich perełek. Ciągle jednak trwają eliminacje. Zobaczymy, co będzie się działo dalej? – zastanawia się Ewa Sztuczka.

Podczas występów zdarzają się swobodne interpretacje utworów, które nie przypominają oryginałów, ale na tym też polega zabawa. Pomysłodawcy imprezy twierdzą, że trudno powiedzieć po wyglądzie wokalistów, czy ktoś dobrze zaśpiewa, czy nie. Zdarzają się pomyłki w obie strony. Ktoś wygląda tak, że sam się zastanawia, po co na scenę wchodzi, a okazuje się, że ma głos, po którym czapki z głów spadają. Z drugiej strony bywa i tak, że ktoś robi wielki show, a nie ujawnia… jakości. Zdaniem muzyków „Impressed” – jest jedna piosenka, po zgłoszeniu której wiadomo, że wykonawca raczej śpiewać nie umie.

– Naprawdę wielkie oryginały upodobały sobie utwór „Jolka, Jolka, pamiętasz…” Nie wiem dlaczego, ale ktoś, kto nie umie śpiewać, a chce się pobawić, wybiera właśnie utwór „Budki Suflera”. Jerzy Stuhr śpiewał dla żartu „Śpiewać każdy może”. I tego się trzymajmy. Każdy, kto chce, może spróbować – powiada Bartłomiej Kuźma.

Jan Picheta

 

Komentarze