Urozmaicona oferta, grzeczność, dżungla nonsensów i smutna pamięć…, czyli ludzie kultury podsumowują rok 2016 w sondzie Jana Pichety.

 

Jerzy Batycki (aktor, reżyser, twórca Stowarzyszenia Sztuka Teatr i Bielskiej Zadymki Jazzowej):

Myślę, że mijający rok był dla beskidzkiej kultury całkiem udany. Z perspektywy Stowarzyszenia Sztuka Teatr cieszy współpraca z prywatnymi partnerami, z którymi udaje nam się działać w przestrzeni publicznej. Otwarte (bezpłatne) koncerty w ramach Bielskiej Zadymki Jazzowej, Letniej Sceny SFERY czy też ostatnio zorganizowany konkurs wokalny dla dzieci „Sfera Śpiewa” – to doskonałe uzupełnienie działań publicznych placówek kultury.

Dla mnie niezapomniany będzie koncert Maceo Parkera podczas 18. Zadymki. To był blisko trzygodzinny soulowo-jazzowy maraton w najlepszym, światowym wykonaniu! Z tego 76-letniego amerykańskiego saksofonisty biła niewyobrażalna energia, młodzieńcza witalność… Z czymś takim spotkałem się po raz pierwszy.

 

Bogusław Bierwiaczonek (prof. anglistyki, poeta, pieśniarz):

Chyba niewiele mam do powiedzenia, bo aż tak się nie interesuję, a nie interesuję się aż tak, bo właściwie mieszkam teraz głównie w Częstochowie. Podobały mi się spektakle Teatru Polskiego, zwłaszcza „Siedem wcieleń Piszczyka”, „Człowiek z La Manchy” i „Humanka”. Bardzo podobał mi się też niedawny koncert Mirosława Czyżykiewicza i mój własny w Kubiszówce. Miły był też setny Krakowski Salon Poezji w Teatrze Polskim.

 

Azat Kużin (artysta plastyk, ilustrator):

Na pytanie o to, jaki był rok dla bielskiej czy – szerzej – beskidzkiej kultury, trudno mi odpowiedzieć. Byłem w Bielsku-Białej tylko pół roku, gdyż wiele podróżuję. Dla mnie rok nie był zły; myślę, że także dla bielskich artystów. Podobało mi się parę wystaw, np. ekspozycja dzieł Allana Starskiego i jego żony Wiesławy Konopelskiej-Starskiej w Galerii Bielskiej BWA, a także Kamy Porczak-Martyniuk u Franka Kukioły w Galerii Wzgórze. Cenię sobie ożywienie ruchu plastycznego – kontakty i spotkania w Galerii PPP (Plastycy Pierwszego Piętra).

 

Magdalena Legendź (publicystka, teatrolożka):

Dla beskidzkiej kultury w minionym roku ważne było, choć niekoniecznie w pozytywnym sensie, to co odcisnęło się piętnem w całym kraju: próby powrotu do ręcznego sterowania kulturą, nowomowy i cenzorskich zapędów na szczeblu ministerialnym. Mimo to w teatrze, który mnie interesuje najbardziej, nie działo się źle. Kilka przedstawień i ich twórców, zarówno Banialuki, jak i Teatru Polskiego, doceniono w różny sposób: zauważono w branżowych rankingach, zakwalifikowano do udziału w Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej czy ważnym dla upowszechniania teatralnej kultury programie Teatr Polska, nominowano do wojewódzkiej nagrody Złote Maski. Na swoje 65-lecie Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w  Czeskim Cieszynie – jedyny zawodowy polski teatr poza granicami kraju – brawurowo wystawiła Rajską jabłonkę Andrzeja Niedoby, którą ten zadedykował przed 30 laty swemu stryjowi Władysławowi (Jurze spod Grónia), animatorowi polskiej kultury na Zaolziu. Wspaniała manifestacja polskiej kultury i beskidzkiej duchowości.

W przestrzeni kultury społecznej Bielska-Białej ważnym wydarzeniem było dla mnie docenienie – w 110 rocznicę jego śmierci – dorobku architektonicznego Karola Korna i jego firmy. Zawdzięczamy mu kształt naszego miasta, to, że jest takie piękne.

 

Janusz Legoń (teatrolog, publicysta, grafik komputerowy):

Teatralnym wydarzeniem tego roku, które będziemy wspominać przez długie lata, jest premiera „Zielonej Gęsi” w Teatrze Lalek Banialuka. To spektakl wyjątkowy zarówno w dotychczasowym dorobku tego teatru, jak i w perspektywie całego polskiego lalkarstwa. Dlaczego? Bo łączy właściwą dla teatru lalek umiejętność tworzenia fascynujących plastycznie surrealnych światów z – niemal w tej odmianie teatru w Polsce niespotykaną – gorącą, rozgrzaną do czerwoności relacją o tym, co dzieje się dzisiaj z polską duszą. A wszystko to wywiedzione wprost z Gałczyńskiego.  

Z ciekawością przyglądam się ewolucji bliskiego memu sercu Teatru Polskiego. Trwa odmładzanie zespołu połączone z coraz bardziej konserwatywnymi wyborami repertuarowymi. Jak się okazuje, daje to dobre efekty biznesowe: rekordową frekwencję władze miejskie uhonorowały pierwszym od lat istotniejszym wzrostem dotacji. To wyraźny sygnał, że tzw. organizator oczekuje, żeby bielski teatr dramatyczny był komunalnym przedsiębiorstwem rozrywkowym. I to właśnie, na dobrym na ogół poziomie, otrzymuje. Niestety po latach wróciło w odniesieniu do tej sceny pojęcie, którego w teatrze nie cierpię: że pewne przedstawienia powstają „dla honoru domu”. W planach na przyszły rok premiery, które mogą być istotniejsze artystycznie. Czekamy niecierpliwie.

 

Anna Niemiec-Warzecha (dyrektorka Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej):

Biblioteka to miejsce, w którym siłą rzeczy uwaga koncentruje się wokół książek, czasopism i ich czytelników. Z tego punktu widzenia rok 2016 można zaliczyć do bardzo udanych dla beskidzkich twórców. O ich znaczeniu świadczą wyróżnienia w prestiżowych ogólnopolskich konkursach, np. nagroda dla Renaty Piątkowskiej za książkę dla dzieci „Hebanowe serce” w konkursie literackim im. Astrid Lindgren czy nagroda Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dla redakcji Kalendarza Beskidzkiego w kategorii mediów lokalnych. Sukcesem na miarę naszej biblioteki było drugie wydanie książki „Pałacyk Rosta. Intrygujące piękno detali”, która ukazała się m.in. staraniem naszych pracowników. Jej tematem jest jeden z najwspanialszych zabytków w Bielsku-Białej, będący obecnie siedzibą naszej biblioteki.

 

Artur Pałyga (dramatopisarz, prozaik, reporter, performer):

Myślę, że to był kolejny cichy i grzeczny rok bielskiej kultury. Bez elektryzujących wydarzeń, o których potem się mówi długo, które się wspomina. Było troszeczkę szumu przy otwarciu klubu „Miasto” – tam, gdzie mieścił się kiedyś legendarny „Autyzm”. Bielska publiczność jazzowa zapamięta zapewne, że był to rok, gdy główny koncert Bielskiej Zadymki odbył się w Katowicach. Flagowemu wydarzeniu kulturalnemu Bielska-Białej, czyli Operacji Południe, nie sprzyjała pogoda. Najważniejszy bielski teatr, czyli TS Podbeskidzie, grał głównie farsy.

Jeśli gdzieś w Polsce lub w świecie rozmawiam z kimś o tym, co się dzieje w Bielsku-Białej, największe zainteresowanie wzbudzają knajpiane spotkania filozoficzne organizowane regularnie kolejny rok przez stowarzyszenie Uwaga Kultura! Takie, mało efektowne, mało widowiskowe rzeczy, nastawione na dyskusję, swobodne, ale na poziomie, są dziś solą polskiej kultury. I nie tylko polskiej.

 

Agata Smalcerz (historyk sztuki, dyrektorka Galerii Bielskiej BWA):

 Dla Galerii Bielskiej BWA był to dobry rok. Udało się zrealizować wszystkie zaplanowane wystawy, łącznie z wymianą polsko-brytyjską. Otrzymaliśmy dwie dotacje z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w tym jedną potężną, na digitalizację kolekcji sztuki i zakup sprzętu fotograficznego. Dopisali sponsorzy, dzięki którym mogliśmy zaprosić widzów na bezpłatne wystawy Fotografii Dzikiej Przyrody czy wystawy kuratorskiej Bielskiej Jesieni.

Oprócz wystaw galeria prowadziła program edukacyjny oraz zorganizowała mnóstwo wydarzeń artystycznych, które mają już swoją stałą publiczność, w tym pokazy filmów lub koncerty. Świetnie działa Klubokawiarnia Aquarium, zapraszając nie tylko na dobrą kawę, ale także na wiele wydarzeń, spotkań, projekcji i koncertów. Galeria przygotowuje obecnie wniosek o grant do funduszy europejskich na rewitalizację Willi Sixta, co jest nie tylko trudnym, ale też wspaniałym wyzwaniem.

 

Lidia Sztwiertnia (artystka rzeźbiarka):

Przede wszystkim nie mam absolutnie poczucia, że żyję na prowincji, wręcz przeciwnie, poza stolicą i paroma dużymi miastami (ze stolicą czegoś tam w nazwie) dzieje się wiele z tego, co w kulturze bardzo wartościowe. A na pewno w tych mniejszych ośrodkach nie produkuje się tej zalewającej media g…nej kultury, typu seriale, telekonkursy, telenowele itp., które niestety mają olbrzymi wpływ na artystyczną wrażliwość masy ludzi. To pierwszy plus naszego regionu, że proponujemy kulturę/sztukę, wybiegającą poza poziom, jaki w swojej misji oferują nam państwowe media. Wymienię choćby kolejne festiwale jazzowe (Bielska
Zadymka Jazzowa kolejny raz uznana za najlepszy festiwal jazzowy w Polsce), kolejne spektakle naszych teatrów – naprawdę nie ma wstydu, wręcz przeciwnie. Również Muzeum Historyczne przyzwyczaiło nas do urozmaiconej, ciekawej oferty wystawienniczej, przyciągającej tłumy na wernisażach. Przyjezdni są pozytywnie zdziwieni poziomem wystaw i zasobami Muzeum. Bardzo dobrze odbieram działanie ZPAP. Prezes Mirek Mikuszewski zintegrował środowisko. Pojawili się młodzi plastycy, którzy w galerii związkowej mogą organizować pierwsze (i nie tylko) wystawy. Lokal związkowy zaczął żyć jak za dawnych lat. W plastyce nie same radości, niestety koledzy odchodzą malować tęczę na niebie. Taką stratą była śmierć Alfreda Biedrawy – pięknego człowieka, oryginalnego artysty, którego tak zwykle, po ludzku, mi brakuje.
Zastanawiam się, czy powstało coś, co będzie się wspominać po latach pozytywnie, bo negatywnego bohatera mam (stadion). Mam problem ze znalezieniem spektakularnego przykładu architektury, który mógłby być w przyszłości umieszczony w albumie o Bielsku-Białej, jak to się dzieje z wieloma budynkami, które pozostawiły nam poprzednie pokolenia.
Dla mnie ten rok był dziwny. Z jednej strony kilka realizacji, z których jestem dumna (m.in. pomnik Alfreda Nobla), a z drugiej tak się czuję w obecnej rzeczywistości, że pierwszy raz w życiu zrobiłam rzeźbę, która wywodzi się z negatywnych emocji. Jeżeli to zapamiętam jako coś ważnego po tym roku, to będzie to smutna pamięć.

 

Teresa Sztwiertnia (artysta plastyk, pisarka):

Dla mnie wydarzeniem godnym zapamiętania jest wznowienie działalności artystycznej ZPAP w Galerii PPP (Plastycy Pierwszego Pietra) – dzięki Mirkowi i Krystynie spotykamy się prawie co miesiąc. Po latach strzępy środowiska plastycznego formują się w jakąś określoną tkaninę, że tak obrazowo to opiszę. Wkład Mirka Mikuszewskiego i Krystyny Stec (także Mateusza Taranowskiego i Wacka Bachmana rejestrujących akcje artystyczne) w dużej mierze polega na wolontariacie; tym bardziej sama będę, jak mogę, wspierała ich zaangażowanie.

 

Maria Trzeciak (publicystka):

Rok był raczej oszczędny kulturalnie, więc do pamiętania po latach zostanie niewiele. Zapamiętam kilka spektakli Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Lalkarskiej, wystawę „Pokaz 4. Postscriptum” w Galerii Bielskiej BWA (pokazała, że można tę przestrzeń ocieplić), „Kryminalną noc” w Książnicy Beskidzkiej (zawsze chciałam móc wejść do biblioteki w nocy), sesję naukową o Karolu Kornie (powoli z architekta zaczyna się wyłaniać człowiek). Acha, i w tym roku po raz pierwszy do mnie dobitnie dotarło, że także w Bielsku-Białej kulturalna publiczność organizuje się dziś przez Internet.

 

Znana artystka, która pragnie zachować anonimowość:

Nic szczególnego nie zapamiętałam. Wiem tylko, że nie było pieniędzy na nowe publikacje wydawane przez miasto, bo wszystko szło na stadion Podbeskidzia.

 

Włodzimierz Zwierzyna (animator kultury):

Odpowiadając w sposób pobieżny i bardzo subiektywny, chcę wyróżnić imprezę zawiadywaną i tworzoną zupełnie prywatnie, Maćka Pietraszki „Żywieckie suwakowanie”. Również niezwykle ciekawą inicjatywą jest działalność cieszyńskiej kawiarni „Kornel i przyjaciele”. Oprócz wymienionych można doszukiwać się jeszcze innych przykładów lokalnej aktywności kulturalnej. Jednakże wszystkie aktywności w lokalnym pejzażu kulturalnym określane są propozycjami samorządowych instytucji kultury, które w przeważającym zakresie są realizatorami politycznych nacisków sprawujących władzę „układów i koterii”. Ale to już jest większym problemem systemu władzy lokalnej i w przytłaczającej większości niskiego poziomu kapitału kulturowego lokalnych społeczności.

 

Znany artysta, który pragnie zachować anonimowość:

Moim zdaniem KULTURA ma się dobrze! Powie ktoś, że to chyba nad wyraz optymistyczne stwierdzenie? Przecież leżymy poza granicami antycznego LIMESU, w krainie, którą na starożytnych mapach opisywano mianem UBI LEONES (tam gdzie mieszkają lwy – kraniec świata). Optymistyczny jest jednak fakt wynikający z innej maksymy, wg której KULTURA rodzi się tam, gdzie WINO. Jest chyba oczywistością, że współcześnie ta granica przekroczyła LIMES.

Jestem przekonany, że kondycja KULTURY na naszym terenie to zasługa współtworzących ją ludzi, którzy niczym REBELIANCI walczą o jej przetrwanie i autonomię w życiu publicznym z CIEMNĄ STRONĄ MOCY. Człowiek bez KULTURY traci swój sens, dlatego też funkcjonujący na obszarze Bielska-Białej – Śląska/Małopolski – Polski TWÓRCY KULTURY, mimo licznych absurdów administracyjnych i legislacyjnych oraz utrudnień tworzonych przez rządzących (tak na niwie lokalnej, jak również ogólnopolskiej), wycinają sobie drogę w dżungli nonsensów.

Współcześnie, jak nigdy wcześniej, odczuwalne są ograniczenia w finansowaniu KULTURY.

Nieustannie obcina się budżet w tym obszarze, aby załatać niedostatki w innych, głównie społecznych (500+). Niedokarmionej KULTURZE odejmuje się od ust, aby utrzymać pasożyty – nierentowne górnictwo i pazerne na publiczne pieniądze rolnictwo (KRUS), aby finansować gigantomanię włodarzy, ich nonsensowne marzenia o wielkich obiektach sportowych, które drenują kieszeń podatnika.

SCEPTYCZNIE o przyszłości KULTURY myślę, gdy uświadamiam sobie jej status w programie edukacyjnym polskiego szkolnictwa. Przecież tam wcale jej nie ma! Gdzie czasy, że w szkołach uczono muzyki i plastyki? W tym momencie wydaje mi się szczęśliwa ta ziemia, na której terenie funkcjonują DOMY KULTURY; w nich można nadrabiać braki, a tak jest właśnie w Bielsku-Białej! Tu dodam również, że nadal niedocenianą ostoją KULTURY są MUZEA, a na nasze szczęście takie istnieje w Bielsku-Białej i mimo licznych przeszkód trwa i rozwija się dla dobra ogółu! Między innymi dlatego, że pracują w nim LUDZIE IDEI. Żywię przekonanie, że mimo wszystko KULTURA w swojej istocie jest jak CZAS lub jego element – brnie nieustannie ku przodowi, nigdy wstecz.

Wracając do pierwszego zdania, potwierdzam, że jest dobrze: patrzę na kontynuację Kalendarza Beskidzkiego i jego najnowszy numer na rok 2017!

Komentarze