Egzorcyzmy Janusza Kohuta



„Bogurodzica” Janusza Kohuta zrodziła się z bitewnego zgiełku preparowanego fortepianu. Jak w wielu swoich lub wykonywanych przez niego utworach Janusz Kohut połączył bowiem improwizację jazzową z patosem pierwszego polskiego hymnu narodowego, a w końcowej fazie z – celowo uwydatnionym –  liryzmem muzyki klasycznej.

W dalszej części koncertu nie preparował już jednak swego ulubionego instrumentu, lecz grał „po bożemu”. Nic dziwnego – wystąpił w ramach XXXI Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Nawet „Świecę” Cypriana K. Norwida interpretował tylko na klawiaturze, choć zapewne korciło go do efektownych zaburzeń linii melodycznej przy pomocy dodatkowych efektów dźwiękowych. Emanował w zamian radością jazzowej improwizacji. Ujawnił, dlaczego tak lubi grać na fortepianie. Wirtuozowskie ucieczki od tematu mieszał z nieoczekiwanymi powrotami, jakby razem z nami świętował powrót do utraconego raju. Z niebezpiecznych burz dźwiękowych wracał do lirycznego majestatu, do naszej wspólnej szczęśliwości. Zarażał nas bowiem radością jak chorobą.

Na tego rodzaju pojmowanie jego sztuki pozwala – jak sądzę – treść sakralnych dzieł oratoryjnych, których fragmenty przedstawił Janusz Kohut w sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej, jak „Gość oczekiwany”, „Droga nadziei”, „Św. Piotr” czy „Szczęśliwi ludzie”. W antraktach zajmował się zresztą egzegezą swych utworów, w czym jest niezrównanym mistrzem.

Bielski kompozytor najwyraźniej kroczy śladami Jana S. Bacha, który tworzył tylko na chwałę bożą. Jeśli ktoś miałby wątpliwości, czy tak jest z warstwą muzyczną oratoriów, to warstwa słowna nie pozostawia złudzeń. Każde dzieło zawiera istotne chrześcijańskie przesłanie. Jeśli Bóg z nami, to kto przeciw nam? Mówimy, że Bóg nas opuścił, a może to my opuściliśmy Boga?  Dlatego trudno o bardziej chrześcijańskiego twórcę niż Janusz Kohut.

Bielski artysta miał wystąpić we wtorek z Józefem Brodą, ale mistrz beskidzkiego folkloru wskutek organizacyjnych niedomówień nie przybył. Janusz Kohut poradził sobie bez niego znakomicie, nawiązując – jak wytrawny katecheta – nie tylko do libretta swych oratoriów i biblijnych przypowieści, lecz także do anegdot z własnego życia – zwłaszcza najlepszego z egzorcyzmów: rachunku sumienia…

Ps. Szkoda, że koncert, podobnie jak inne imprezy TKCh, są niemal nieobecne w mediach. Na koncerty Janusza Kohuta w Londynie przychodzi mnóstwo osób młodego pokolenia, entuzjastów jego muzyki. W Bielsku-Białej byli, niezbyt liczni, starsi obywatele miasta. Jeśli można jeszcze raz posłużyć się Biblią: Nemo profeta pro domo sua?

Tekst i zdjęcia: Jan Picheta

18 października 2016,  sala koncertowa Państwowej Szkoły Muzycznej w Bielsku-Białej. 

Janusz Kohut: Muzyka serca i rozumu.

kohut1

Kompozytor Janusz Kohut i dyrektorka PSM w Bielsku-Białej Barbara Cybulska-Konsek

kohut2

Lider KIK w Bielsku-Białej Piotr Witkowski

kohut3

Przy fortepianie w sali koncertowej PSM Janusz Kohut

kohut4

Artysta podczas wykonywania „Bogurodzicy”

kohut5

Widownia podczas koncertu Janusza Kohuta