Mogło być tak: piosenki Leonarda Cohena w wykonaniu Pawła Orkisza. A było inaczej: Paweł Orkisz śpiewa piosenki Leonarda Cohena. Bo Orkisza w tym koncercie było tyle samo co Cohena i w dodatku wcale to nie obniżało poziomu. 

51. koncert Bielskiej Sceny Piosenki Niebanalnej stał pod znakiem Cohena. Dla wielu widzów ten wieczór był zapewne sposobem pożegnania z wielkim bardem, którego muzyka towarzyszyła im w życiu przez dziesiątki lat. Bo trzeba przyznać, że na widowni dominowała siwizna i dostojeństwo. Szkoda trochę, że tak niewielu młodych ludzi zna i kocha Cohena.

Pochodzący z Andrychowa Paweł Orkisz (śpiew), Jarosław Miszczyk (klawisze) i Piotr Bzowski (bas) stworzyli w Kubiszówce iście cohenowska atmosferę: połączenie nostalgii za prawdziwą (choć zwykle utraconą) miłością przyprawione pewną dozą łobuzerii od lat daje fantastyczny efekt. Tak było i tym razem. Rozkręcali się powoli, ale gdy już „maszyna ruszyła”, to nawet rzeczona siwizna i dostojeństwo nie było żadną przeszkodą, by śpiewać wspólnie refreny, kołysać się w rytm „Hallelujah” i wywoływać muzyków do bisów. Kolejny raz Leonard Cohen okazał się być czarodziejem, który potrafi sprawić, że stare (niekoniecznie dobre) małżeństwa patrząc sobie w oczy podśpiewywały:

Ale wiem z oczu twych,
Uśmiech twój mówi mi,
Że tej nocy jeszcze raz,
Jeszcze raz będzie nam
Fajnie przez jakiś czas.

Brawa dla gospodarza wieczoru, Piotra Skuchy. Dzięki niemu, Pawłowi Orkiszowi i Leonardowi Cohenowi „było nam fajnie przez jakiś czas”.

Komentarze