25 października Bielska Scena Kabaretowa wystąpiła po raz 93. Gościem był pochodzący z Czechowic-Dziedzic Piotr Machalica. Gościem niespodziewanym był natomiast Marcin Zbigniew Wojciech, który wrócił z góralskiego wesela. Przetrzymał, jak to młody człowiek, wszystko. Zwykle wesele takie kończy się wtedy, gdy pan młody wychodzi z siekierą w płucach, a zamiast zagrychy zagryza teściową. Wesele góralskie w Polsce trwa dłużej niż małżeństwo w stanach. Ciekawe w jakich? Opowiadał też inne intelektualne dowcipy, że wesele bez alkoholu to jak burdel bez dziwek; odpowiedzią z widowni było – jak pogrzeb bez trupa.

Wystąpili też gospodarze: artyści kabaretu „Ton”. Gdyby Olga Łasak mieszkała w Sienie, Zbigniew Herbert mógłby o niej napisać, że wieczorami głosem cienkim jak igła haftuje smutne piosenki. Robi to z takimi efektami, że zajmuje czołowe miejsca w konkursach – X Ogólnopolskim Festiwalu im. Jonasza Kofty „Moja wolności” Warszawskiej Sceny Bardów, a nawet w III Konkursie Piosenek Ewy Demarczyk w Rudnie k. Kołbieli. Juliusz Wątroba pozazdrościł Nagrody Nobla Bobowi Dylanowi i pokazał, że też umie śpiewać. Po jego występie jedno wiemy niezaprzeczalnie: Nobla dla Wątroby nie będzie.

Prowadzący imprezę Piotr Skucha jasno określał swój dystans wobec władz. Zupełnie inaczej niż artyści Polskiej Nocy Kabaretowej. O ile „dobra zmiana” nie gościła ostentacyjnie w Polskiej Nocy…”, czyli nie gościła niemal w ogóle, o tyle na scenie bielskiej gościła niemal ostentacyjnie. Najwyraźniej Piotra Skuchy nie trapi myśl, że Jacek Kurski może już nie zaprosić „Tonu” do telewizji.

Gwiazdą wieczoru był Piotr Machalica. Aktor przyznał, że jego ojciec Henryk, założyciel klanu aktorskiego Machaliców, pracował na bielskiej scenie dramatycznej 60 lat temu, a rodzinne gniazdo zbudował w Czechowicach-Dziedzicach. Nb. klan się poszerzył o wnuka Henryka – Adama. Jego ojcem jest Krzysztof Machalica, jedyny syn Henryka, który nie wybrał aktorstwa. Adam gra teraz na harmonijce ustnej w zespole wujka Piotra.

„Koncert na 25-lecie… bynajmniej” to piosenki sprzed 25 lat co najmniej, dlatego w tytule jest „bynajmniej”. Piotr Machalica śpiewał piosenki Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego oraz Leonarda Cohena, Johnny’ego Casha, Bułata Okudżawy i Georgesa Brassensa w przekładach Wojciecha Młynarskiego, Macieja Zembatego czy Jana Wołka. Oprócz Piotra i Adama Machaliców grali – na gitarach akustycznych wirtuozi Michał Walczak i Krzysztof Niedźwiecki.

Nie był to dobry dzień dla Piotra Machalicy. Przed przyjazdem do Bielska-Białej nie mógł dobrze zjeść w żadnym po drodze napotkanym zakładzie gastronomicznym, gdyż zabrakło potraw… więc nie zjadł w ogóle, jak za komuny. Później zaczął grać razem z artystami jakiś skrzeczący kabel, dopóki nie wymieniły go sprawne dłonie Ireneusza Jeziaka, a w końcu sam artysta zapomniał tekstu. Lis scen i estrad zwalił winę na okropny dzień i po chwili wybrnął z sytuacji. Śpiewał pozornie bez energii, obojętnie wobec wyśpiewywanych wyznań. Szedł swoją drogą, by nie giąć karku przed byle kim. Grał i śpiewał jakby spał, po cichutku. Jak Frank Sinatra, który na zarzut Mike’a Jaggera, dlaczego tak cicho śpiewa, odparł: – Bo umiem!

Komentarze