Chwyt aluzji



15 listopada w Teatrze Polskim odbyła się XCIV Bielska Scena Kabaretowa Piotra Skuchy. Podczas wieczoru zadebiutował jako satyryk właściciel Radia Bielsko Jerzy Handzlik, który przeczytał kilkadziesiąt swych fraszek z nowego tomu „płatki i kolce”. Dał się poznać szerszej kabaretowej publiczności, gdyż: Kto we fraszce koncept zmieści,/ Nie pisze powieści. Przedstawił też właśnie napisany „Raport o stanie świata”. Mówca ujawnił m.in., że konspirują teraz skrycie, którzy byli przy korycie, a po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA wiele gwiazd zamorskich chce przeprowadzić się do Polski. Lesbijki czy bohema jadą z radością, by w Polsce cieszyć się wolnością. Przyjadą Żydzi w grupie cwanej niczym do Ziemi Obiecanej. Kaczor Donald i Myszka Miki przybędą do Bolka i Lolka. W końcu jednak groteska ulata i nad sceną lewituje łagodny duch patriotyzmu: Śmiało twierdzę, że w praktyce, lepiej tu niż w Ameryce. Humor Jerzego Handzlika jest zatem czasem rubaszny, czasem dobrotliwy…

Jako „niespodzianka” wystąpił  rybnicki kabaret „44-200”. Przedstawił dwa skecze. Jeden bardziej polityczny o zwierzętach, które oglądają ludzkie ZOO, oraz drugi satyryczny – obrazek z lekarskiej poczekalni. Beata Kabzińska wcieliła się w postać o niezwykle ekspansywnej osobowości. Druga Hanka Bielicka? Gospodarz imprezy – kabaret TON – tym razem zaśpiewał tylko jedną piosenkę. Szkoda.

Krzysztof Daukszewicz – jadąc do Bielska-Białej – włączył I Program Polskiego Radia, bo chciał się podczas jazdy samochodem pomodlić. Miał dość polityki w Radiu Maryja.

Gdy jego przyjaciele polecieli do Namibii, na tamtejszej prowincji zapytał ich pucybut, skąd pochodzą? – Poland! – A, Poland: Kwa! Kwa!… Satyryk nie zdziwiłby się, gdyby to byli Czesi, bo zna ich poczucie humoru, ale mieszkańcy Namibii, sześć tys. km stąd? Świat wie o nas wszystko.

Prof. Gliński ujawnił pobożne życzenie, wedle którego musi się rodzić w Polsce więcej dzieci, bo jesteśmy na 210 miejscu w świecie pod względem przyrostu naturalnego. Internauci z kolei ujawnili, że państw na świecie jest tylko 206. – Co panu profesorowi dorobić? Państw czy dzieci? – pytał Krzysztof Daukszewicz.

Syn satyryka opowiadał historię ze szkoły. Zła dziewczynka namówiła dobrą, żeby pluły na przechodniów z balkonu. Dobra się broniła, ale w końcu uległa. Zła dziewczynka trafiła tylko cztery razy, a dobra aż jedenaście! – Dlaczego? – Nie wie tata? – Bo dobro zawsze zwycięża!

Krzysztof Daukszewicz przywołał też starą anegdotę krążącą po Śląsku, która nb. zamyka ostatnio wydaną wspomnieniową książkę Zaolziaka Jana Brannego „Byłem prawicowym oportunistą”. Jeden z braci był w czasie wojny w partyzantce, a drugi w Wehrmachcie. Ten z partyzantki kopał stale węgiel, a ten drugi piął się szybko po szczeblach zawodowej kariery. W końcu ten z partyzantki postanowił się dowiedzieć, co takiego ten drugi zrobił, że ciągle awansuje, mimo że był w niemieckim wojsku. – Pięć lat siedziałem w lesie, a ty okupowałeś Paryż i czułeś się tam jak pączek w maśle… – powiedział zgorzkniały partyzant do brata z Wehrmachtu. – Widzisz, ja zawsze w życiorysie pisałem, że miałem brata w partyzantce, a cały czas piszesz, że miałeś w Wehrmachcie! – To pasuje do b. funkcjonariusza PZPR  Piotrowicza – zauważył satyryk, który czasem w swych opowiastkach rezygnował z polityki, uciekając w stronę szmoncesu: Gdy Icek przyszedł do rabbiego ze skargą, że jego zięć nie potrafi pić, rabin odrzekł, że taki zięć to skarb! – Jaki skarb, rabbi? Nie umie pić, a pije!

Spośród dowcipów o piciu najwięcej radości dostarczyły widzom meneliki. – Szefowo, poproszę ingrediencje do koktajlu malibu! – powiada menel. – Nie wiem, jakie są ingrediencje – mówi sklepowa. – Denaturat i dwie maślanki.

Jeden z czołowych obecnie prokuratorów spotkał kolegę ze studiów, który mu wyznał, że się ożenił. – Ładna? Ładna. – Masz zdjęcie? – Mam. – A masz takie zdjęcie, na którym jest goła? – Nie mam. – A chcesz kilka?

Po programie podszedł do satyryka jegomość, który rzekł: – Przepraszam, że przeszkadzam w ubieraniu, ale zastanawiam się, dlaczego pan nie lubi prezesa i Antoniego.  – Ja w ogóle o nich nie mówiłem. – Nie mówił pan? A wie pan, dlaczego pan o nich nie mówił? Bo pan nimi gardzi!…  – Ten człowiek mi udowodnił, że jak masz przewalone, to masz! – wyjaśnił satyryk.

Krzysztof Daukszewicz zauważył na koniec, że publiczność bielska jest mądra, inteligentna, wykształcona. Rok tylko wystarczył, aby widzowie znów byli wyczuleni na aluzję i łapali w mig język ezopowy. Gdy opowiada to samo politykom, milczą. Mówią, że to nie jest śmieszne.

Jan Picheta