W Czechowickim Teatrze Muzycznym Movimento dzieci i młodzież robią rzeczy, o których jeszcze przed paru laty nie śniły.

 

Jak już anonsujemy w innym miejscu (tekst Czechowickie spotkania: gorąca zima), w najbliższy piątek w czechowickim Miejskim Domu Kultury rozpoczną się XXVI Zimowe Spotkania Muzyczno-Teatralne. Podczas imprezy zaprezentują się wychowankowie Barbary Bielaczyc i Eweliny Stanclik z Czechowickiego Teatru Muzycznego Movimento. Będziemy mogli ich zobaczyć w koncertach poezji śpiewanej pt. „Na całej połaci śnieg” oraz „Radość wszelkiego stworzenia”.

Barbara Bielaczyc to twórczyni i kierowniczka Czechowickiego Teatru Muzycznego Movimento. Ewelina Stanclik to jej wychowanka, obecnie studentka cieszyńskiego Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Śląskiego. Barbara Bielaczyc stworzyła wraz ze swymi podopiecznymi wiele spektakli muzycznych i dramatycznych – w tym kilka musicali. Ostatnio czechowiccy aktorzy i piosenkarze zaprezentowali podczas koncertu charytatywnego w Jastrzębiu-Zdroju „Kocie opowieści” wg Tomasza S. Eliota z muzyką legendarnego Andrzeja L. Webbera w reżyserii Barbary Bielaczyc i przy współpracy kierowniczki muzycznej Eweliny Stanclik.

Artyści z CTM Movimento chcieliby występować nie tylko na macierzystej scenie MDK w Czechowicach-Dziedzicach, lecz również na innych deskach. Przygotowują się do  kolejnych premier i wznowień!

Na luty zaplanowali już wznowienie spektaklu sprzed kilku lat – szekspirowskiego „Snu nocy letniej”. Ewelina Stanclik mówi, że to fantastyczny spektakl. – To był pierwszy spektakl, w którym brałam udział i za każdym razem, gdy wchodzili rzemieślnicy, płakałam na każdej próbie ze śmiechu. Myślałam, że za trzecim razem czy czwartym się skończy, a tu nie, płakałam nadal – wspomina studentka UŚ.

W lutowych planach jest ponadto premiera „Ślubów panieńskich” Aleksandra Fredry! Młodzi artyści zmierzą się z wymagającym tekstem lwowskiego mistrza komedii. Dla nich to zresztą nie pierwszyzna. „Zabrali się” już za inne trudne spektakle, np. musical „Cień” Wojciecha Młynarskiego z muzyką Macieja Małeckiego. Barbara Bielaczyc ma nadzieję, że w lutym wraz z CTM Movimento zaprezentuje go w Kozach, tak jak miała w dotychczasowym planie występów.  W prężnie działającym koziańskim ośrodku kultury CTM Movimento występował już wielokrotnie, gdyż ma tam zaprzyjaźnioną publiczność. Rezygnacja z przedstawienia równałaby się ze znaczną szkodą, zarówno dla artystów, jak i publiczności.

 

„Cień” Wojciecha Młynarskiego z muzyką Macieja Małeckiego powstał w 1973 r. i jest jednym z pierwszych polskich musicali. Po raz pierwszy też Movimento wystawił musical polski. Do tej pory korzystał bowiem z amerykańskiego repertuaru. W przeciwieństwie do amerykańskiej tradycji twórcy polscy oparli się na znakomitych doświadczeniach Kabaretu Starszych Panów czy polskiej poezji śpiewanej i piosenki literackiej. Korzystali też z odwołań do klasycznego musicalu i operetki. „Cień” w wykonaniu Movimento jest niepowtarzalny, gdyż trudno uwierzyć, że tak młodzi ludzie mogą tak wspaniale kreować postaci dorosłych, a przy tym znakomicie śpiewać.

W ubiegłym roku Movimento zrealizował trzy duże spektakle. M.in. „My Fair Lady”. W tym roku Movimento wystawił „Kocie opowieści” oraz „Cień”. Obie premiery latem br. Barbara Bielaczyc powiada, że „Cień” wymaga przygotowania intelektualnego. – Nie realizujemy szlagierów – powiada Ewelina Stanclik. – Często wystawiamy spektakle takie jak „Cień”. Komedia „My Fair Lady” w każdych warunkach będzie dobrze odebrana, bo tekst jest prosty i zabawny. Każdy go zrozumie i nie będzie musiał się specjalnie wysilać. „Cień” jest trudniejszy, gdyż bardziej poetycki i ma zabarwienie polityczne. Ludzie muszą dużo bardziej wytężać swój mózg. O wiele bardziej niż w „Kotach”, gdy patrzą tylko na widowisko. „Cień” to polityczna historia ukryta pod bajką, która jest na wierzchu. Zakończenie mamy natomiast co najmniej dwuznaczne – mówi Ewelina Stanclik.

– „Cień” musiałam trochę przyciąć. Bardzo długo bowiem ciągnęły się dwa akty, które skumulowałam w jeden, bo spektakl trwałby trzy i pół godziny. Teraz trwa dwie. W tej formie ma szansę skupiać uwagę publiczności. Nie mówię, że jestem lepsza od Młynarskiego, ale to już są inne czasy. Dzisiejsza publiczność nie wytrzymuje tak długich spektakli, dlatego w ogóle wiele sztuk czy przedstawień staram się kompilować na miarę wytrzymałości współczesnego odbiorcy – twierdzi Barbara Bielaczyc.

Praca w zespole Movimento jest żmudna, ale przynosi niespotykane efekty. Dlatego mimo początkowych kłopotów – przy tak intensywnej pracy, jaką wykonują dzieciaki pod okiem Barbary Bielaczyc – z osoby, które nie umie praktycznie nic, po pół roku robi się wykonawca, który właściwie jest niemal zawodowcem. – Przekonałam się o tym niedawno – powiada Barbara Bielaczyc. – Uczę początkującą grupę 12-latek. Jedna z dziewcząt  chodzi także do zespołu Movimento, w którym nie robi dobrego wrażenia, ale w porównaniu do nowych dzieci to niebo i ziemia… Krystian, który chodzi do Movimento od paru lat, to jest przepaść dojrzałości i będzie resztę grupy rozśpiewywał – dodaje kierowniczka zespołu.

Liderki grupy dodają, że w ciągu trzech pierwszych miesięcy dziecko uczy się dyscypliny i odpowiedzialności – tego, że ma stać, nie gadać głupio i nie na temat, bo scena wymaga opanowania.

 

Co charakterystyczne, w Movimento nikt nie jest odrzucony, nawet mało zdolne dzieci. Jeżeli ktoś chce, to wykona zadanie, zrobi rolę. „Gwiazdami” po pewnym czasie zostają nawet ci, którzy początkowo nie rokowali żadnych nadziei! Ludzie, o których nikt by nie powiedział, że mają jakieś zdolności artystyczne!

– Przyjmujemy kogoś surowego, po czym nagle ten ktoś rozkwita! Dlatego nie robię już przesłuchań do zespołu. Mówię po prostu: – Przyjdź na próbę. Oczywiście wiem, że część z tych ludzi odpadnie, dlatego mówię, żeby nie płacili za pierwszy miesiąc, lecz tylko wpisywali się na listę. Jeżeli taka osoba przez długi czas czegoś nie potrafi, to zespół ją wspiera. Owszem, pośmieje się z niej, ale raczej przyjacielsko. Czasem przychodzi „gwiazda”, która nie wytrzyma tempa prób lub tego, że z marszu nie może dostać głównej roli! U nas główne role są raczej przyznawane za pracowitość, choć za potencjał też, jeśli się rozwija!  – mówi Barbara Bielaczyc. – To rzecz, której mnie Basia nauczyła, żeby nie odrzucać nikogo, kto nie ma nawet skromnego potencjału… Po jakimś czasie tacy ludzie stają się najbardziej cennymi członkami zespołu, bo dostali szansę, widzą, że ktoś im ją dał i starają się nie zawieść. Harują dwa razy ciężej od innych, zdolnych, i po pewnym czasie ich przeganiają – dodaje Ewelina Stanclik.

Edukacyjna funkcja zespołu jest bardzo ważna. Może nawet ważniejsza od zadowolenie publiczności. Barbara Bielaczyc stawia na rozwój i dobrą zabawę członków zespołu. Stawia je wyżej niż satysfakcja widza, aczkolwiek na ogół spełnia również jego oczekiwania.

 

– Ja muszę przeboleć moje ambicje artystyczne. Przeboleć to, że w pierwszej roli ktoś źle zagra. On zagra dobrze następnym razem lub później – kontynuuje Barbara Bielaczyc.

W „Cieniu” miałam idealną dziewczynę do pewnej roli – artystki, która tańczy.  Jest jednak nadaktywna i postanowiłam jej dać rolę królewny, wymagającą skupienia. Odwrotnie – rolę wymagającą energii dałam dziewczynie, która bywa bardzo skupiona. Oboje nie były może zbyt szczęśliwe, ale nauczyły się czegoś nowego.  Poza tym mamy podwójną obsadę. Tyle dzieciaków zasługuje na występy! – twierdzi Barbara Bielaczyc.

W zespole tworzą się bardzo mocne przyjaźnie, które będą później wszyscy wspominać przez całe życie. Gdy przychodzą jednostki, które są nastawione na to, żeby siać ferment, zespół je wydala… – To żywy organizm, który eliminuje od razu zagrożenie – powiada Ewelina Stanclik.

Premiera „Kotów” i „Cienia” w odstępie dwóch tygodni latem bieżącego roku była powodowana tym, żeby więcej osób mogło zaistnieć na scenie. Jeśli zespół liczy 50 osób, to każdy powinien przynajmniej raz w roku zagrać w spektaklu. Nie wszystko oczywiście może sprzyjać dobremu wykonaniu i powszechnej przyjaźni. – W „Cieniu” jest sześć scen zbiorowych. Ludzie siedzą dziewięć godzin na próbach, żeby w końcu zagrać pół godziny. Jeśli ktoś zapomniał tekstu, powtarzamy po kilkanaście razy jedną scenę. Tymczasem chór, który ma wystąpić w następnej scenie, dostaje białej gorączki! Wszyscy jednak muszą się uczyć, jak reagować na siebie i jak współpracować – powiada Barbara Bielaczyc.

 

Na zakończenie warto wspomnieć o ostatnich sukcesach indywidualnych artystek CTM Movimento. 9 grudnia br. Emilia Rabczak zdobyła I nagrodę na VII Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Filmowej i Musicalowej FIM w Żorach w kategorii + 17 lat. 13 grudnia natomiast jedna z najdłużej występujących w Movimento artystek Anna Gabryś uzyskała tytuł magistra sztuki w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Najbardziej znanym wychowankiem Barbary Bielaczyc jest Paweł Brożek – absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie śpiewu solowego dra Marka Rzepki, laureat wielu konkursów wokalnych, m.in. I nagrody na II Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Giulio Perottiego w Ueckermunde, solistą zespołu Junge Oper przy Niedersächsische Staatsoper w niemieckim Hanowerze.

Jan Picheta

Komentarze