Wojciech Jagielski: 53 śmierci



Przerażające rzeczy opowiadał swym czytelnikom w miniony piątek Wojciech Jagielski, korespondent Gazety Wyborczej, PAP i mediów zagranicznych, który na wojnie był 53 razy.

Spotkanie z Wojciechem Jagielskim w Książnicy Beskidzkiej, które prowadziła Alina Macher, zgromadziło około 50 osób. Szkoda, że zaledwie tyle, bo mówił rzeczy przerażające o tym, co robi wojna z człowiekiem, nawet jeśli sam cudem przeżyje, i co robi wojna z rodziną człowieka, który jest na wojnie, nawet jeśli rodzina wojnę widziała tylko w telewizji.

Wojciech Jagielski nie marzył, żeby zostać korespondentem wojennym. Z zawodu jest afrykanistą, więc ciągnęło go na Czarny Ląd, jak się kiedyś – przed epoką poprawności politycznej – określało kontynent afrykański. Nie znalazł jednak pracy w Polskich Liniach Oceanicznych. Zatrudnił się za to w Polskiej Agencji Prasowej, myśląc, że będzie mógł liczyć na delegację do któregoś z krajów Afryki. Propozycje szefostwa PAP wskazały mu jednak kraje Azji – ogarnięte okowami wojen.

Wojciech Jagielski wychował się w starej szkole dziennikarstwa polskiego, wedle której, jeżeli dziennikarz ma komuś o czymś opowiadać, to musi dużo więcej wiedzieć na ten temat niż ktoś, kto go słucha. Gdy był jeszcze na studiach, pomyślał, że będzie pisał o boksie. Od razu zapisał się do klubu bokserskiego, żeby poznać, jak ten sport wygląda od wewnątrz.

Wiedza korespondenta wojennego nie obejmuje tylko geografii, etnografii, polityki, teorii władzy czy gospodarki. Korespondent wojenny powinien wiedzieć, jak np. zachowa się miejscowy żołnierz w jego obecności. Czy będzie pijany, czy naćpany narkotykami? Nb. pijanego łatwiej wzruszyć.

Podczas walk w Azerbejdżanie zrozumiał, że immunitet dziennikarski przed niczym go nie uchroni. Tamtejsze służby zauważyły, że na platformie, która służy do obserwowania pochodów pierwszomajowych, stoją jacyś ludzie. Okazało się, że to grupa dziennikarzy. Oprawcy porzucili bicie obywateli i pobiegli w kierunku żurnalistów, którzy zaczęli właśnie wymachiwać dziennikarskimi legitymacjami. Nic to nie pomogło. Korespondentów zagranicznych mediów mocno spałowano. Wojciech Jagielski poczuł siłę pałki po raz pierwszy od czasów PRL.

Polski korespondent pożegnał wielu kolegów, którzy przez ponad dwadzieścia lat pracowali z nim w krajach objętych wojną. Już w latach 90. był na pogrzebie kolegi – korespondenta z USA, z którym zdążył się zaprzyjaźnić. Sam mógł zginąć wielokrotnie. Jak to się stało, że nie zginął np. w okolicy Cchinwali? Jechał z kolegą zobaczyć, dokąd sięgają posterunki gruzińskie. Zagadali się jednak i nie zauważyli tych ostatnich… Znaleźli się na wzgórzu, z którego już było widać w głębokiej dolinie Cchinwali. Musiała to być strefa opanowana przez Rosjan. Nagle z doliny, spoza horyzontu, jak spod ziemi wyłonił się rosyjski helikopter. Przez długą chwilę załoga „wiertolotu” i pasażerowie samochodu patrzyli sobie w oczy – jak w amerykańskich filmach. Na szczęście helikopter odleciał. Widocznie korespondentów wzięto za przemytników. Gdy Wojciech Jagielski pomyślał, że to już koniec przygody, ona dopiero się zaczęła. Ktoś zaczął do nich strzelać. Korespondent wyskoczył z auta i pobiegł w stronę jakiejś chałupy, ale nie zdążył i schronił się za oplem corsą – takim, jaki ma jego ojciec… Tymczasem kierowca z fotoreporterem wycofali się za linię ognia. Strzały padały nadal. Po raz pierwszy od czasu, gdy został korespondentem wojennym, poczuł, że pociski są przeznaczone tylko dla niego. Leżał na ziemi, miał sucho w gardle i… za złe sobie, że zostawił żonę i dzieci. Esemesował do kierowcy, żeby powiadomił Rosjan, że strzelają do dziennikarza. W telefonie miał ustawioną piosenkę ze słowami Boba Dylana „There must be some way out of here”. Za każdym przychodzącym esemesem słyszał, że musi być jakieś wyjście… W końcu strzały ustały, a on nie wrócił już na żadną wojnę. Mimo to wojnę nosi w sobie. Najgorsze jest to, że przez tyle lat nosi ją jego żona. Gdy bowiem wracał do domu – zdawał jej szczegółowe relacje. Wówczas porządkowały mu się wszystkie historie. Nie myślał, że żona będzie się tak bardzo o niego bała. Udawała, że tak nie jest, ale powinien był wiedzieć, że udaje. Wtedy wydawało mu się, że im więcej jej opowie, tym bezpieczniej będzie się czuła. Było jednak inaczej. Jak już to kiedyś opisywał, jego historie wojenne powodowały u żony lęk. Dlatego trafiła do kliniki stresu bojowego.

O swych przeżyciach napisała książkę „Miłość z kamienia”. Co prawda Wojciech Jagielski nie cytował książki swej małżonki w Książnicy Beskidzkiej, ale w dobie coraz powszechniejszego w Polsce „machania szabelką”, na miejscu będzie powiedzieć, jakie spustoszenia moralne i psychiczne czyni wojna w ludziach, którzy znajdą się w kręgu jej oddziaływania. Grażyna Jagielska wyznała kiedyś w rozmowie z Dorotą Wodecką w „Wysokich obcasach”, że chciała, żeby to wszystko się już skończyło w jakikolwiek sposób. Panicznie się bała, że mąż zginie, bo jego śmierć będzie oznaczała śmierć obojga, ale chciała, żeby oczekiwanie na katastrofę wreszcie się skończyło. Nie była w stanie więcej znieść. Nie cieszyły jej powroty męża, bo było to nie tylko oczekiwanie na kolejną wojnę, ale i przeżywanie tej, z której wrócił, żeby napisać dobrą książkę czy chociażby reportaż! Jagielscy między wojnami żyli życiem ludzi, których korespondent wojenny przywoził ze sobą. Jacy to ludzie, wyjaśniła Dorota Wodecka we wspomnianym wywiadzie: – Pani żyła myślą o gwałconej wielokrotnie na oczach córek Czeczence Tai. O dziesięcioletnim Samuelu z Ugandy zmuszonym do zabicia rodziców i o Merabie Kakubawie, któremu odłamek pocisku oderwał głowę w Oczamczirze. – A Wojtek szedł obok niego. Śni mi się, że ten odłamek trafia w Wojtka – potwierdziła żona korespondenta wojennego.

– Co jeszcze się pani śni?
– Szkło. Z niewiadomych powodów mam szkło w ustach. Albo idę polną drogą w Afryce i zbieram kawałki ciała Wojtka. Na końcu podnoszę jego telefon komórkowy. Najbardziej męczący jest sen, w którym nie mogę się poruszyć, bo jeśli to zrobię, zabiją Wojtka. I w końcu z tego strachu i napięcia ruszam się i wiem, że właśnie w tym momencie on ginie.

Jan Picheta